Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Blog :

Ach, ciężkie jest życie grabarza!

Ach, ciężkie jest życie grabarza!
Ufff! Porządnie się zmęczyłem! Pogłębianie grobów w lutym, kiedy ziemia jest jeszcze skuta lodem, nie należy do najprzyjemniejszych zajęć. Gdybym tylko mógł, to przełożyłbym te wykopki na jakąś cieplejszą porę roku i dodatkowo zakazałbym ludziom umierać w zimie. Niechby opuszczali ten padół wiosną bądź latem, czy ostatecznie – jesienią. Ileż przyniosłoby to wszystkim korzyści: ładną pogodę podczas ceremonii pochówków, stosunkowo tanie kwiaty i wiązanki, miękką glebę, łatwą do odgarnięcia szpadlem.

Echhhh! Rozmarzyłem się trochę, a nie powinienem, bo przede mną jeszcze huk roboty. Trzeba porządnie wygrabić  cmentarne dróżki, przystroić kaplicę na przyjecie dzisiejszej dostawy nieboszczyków (będzie ich aż trzech!) i przygotować prezentację na wieczór.

- „Hola, hola! A cóż to za prezentacja?” – zapytacie – „Czy grabarze mają jakieś obowiązki o których nie wiemy?”

A i owszem, Szanowni Pastwo. I w związku z tym jestem zobowiązany przygotować wspomnianą wyżej prezentację. To nic takiego – po prostu kilka slajdów w PowerPoint – do zaprezentowania przed nowymi mieszkańcami cmentarza. Pamiętacie przecież, jak chwilę temu napomknąłem że dziś odbędą się trzy pogrzeby, prawda?

Ponieważ cmentarna społeczność wzbogaci się o kolejnych członków, zupełne swieżynki jeśli chodzi o znajomość panujących tutaj zasad, jestem zobowiązany powitać ich w nowym miejscu zamieszkania i opowiedzieć trochę o tym, jak będzie wyglądać ich pośmiertna egzystencja. Jestem pewien, że gdy na niebo wzejdzie księżyc, wszyscy „nowi” wygrzebią się ze swoich mogił i ruszą na poszukiwanie kogoś, kto im wyjaśni dlaczego ich zakopano i jak się mają teraz zachowywać. W końcu trafią do mojego domku gdzie czeka na nich skromny poczęstunek z larw i krótka pogadanka o tym, jakie obowiązki i prawa maja nieboszczycy na moim cmentarzu.

Podczas prezentacji z pewnością padnie stały zestaw pytań: „Czy możemy opuszczać nasze trumny?”, „Czy dozwolone są odwiedziny u rodzin i bliskich?”, „Czy człowiek zmarły może ponownie się ożenić/wyjść za mąż?”, a jeśli wśród nowoprzybyłych jest jakiś figlarz, to zapewne zaciekawi go, czy od czasu do czasu można sobie przegryźć kogoś żywego, tak jak robią to zombie w popularnych filmach grozy.

Jestem zobowiązany odpowiedzieć na wszystkie te pytania – w końcu sprawuję stanowisko, które łączy w sobie pracę fizyczną z zajęciami opiekuna i kuratora tutejszych mieszkańców. Jestem odpowiedzialny za to, by zapewnić im komfortowy spoczynek w mogiłach i by na cmentarzu panował spokój. Nie mogę, na przykład, dopuścić do sytuacji, by jakiś rozkładający się trup błądził po nocy i zakłócał komuś spokój potępieńczymi jękami bądź piekielnym zgrzytem zębów. Muszę walczyć, niczym jakiś nocny policjant, i z innymi grzeszkami zmarłych: próbami nękania żyjących poprzez nawiedzanie ich w snach, złośliwe straszenie i ukazywanie się w nieoczekiwanych miejscach, czy też podejmowanie prób cielesnego obcowania z nieumarłymi, pod postacią sukkubów lub inkubów. Niestety, ostatnie z wymienionych wyżej wykroczeń popełniane jest niezwykle często. Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu martwi czują niezwykle silny pociąg do osób, które jeszcze nie zmarły. Kiedy pyta się ich o przyczyny tej dziwnej chuci, podają bardzo różne powody. Często twierdzą, że szczególnie podniecającą sprawa jest możliwość ogrzania zziebnietych od długiego leżenia w trumnie członków u boku kogoś ciepłego jak piecyk. Podobno współżycie z innym trupem nie dostarcza już tak przyjemnych wrażeń. No cóż – muszę wierzyć swoim podopiecznym na słowo, nie jestem wszak nekrofilem.

Towarzystwo, którym się opiekuję, składa się w większości ze spokojnych, niekonfliktowych osób. Zdarzają się jednak czarne owce – szaleńcy, którzy jako hobby wybierają sobie kąsanie i wysysanie krwi z żywych. Tacy nieboszczycy znani są powszechnie jako „wampiry”. Na szczęście dysponuję środkami, który skutecznie ostudza ich krwiopijcze zapały – ostrym, osinowym kołkiem i ostrym szpadlem. Nieczęsto go wszakże używam. W mojej wieloletniej praktyce stało się to zaledwie kilkukrotnie. Nie cierpię tradycyjnej procedury karania wampirów - to całe przebijanie serca kołkiem i ucinanie głowy łopatą zawsze fatalnie wpływało na stan moich nerwów. Że już nie wspomnę o tym, jak kłopotliwa jest pogoń za krwiopijcą, który wyczuł niebezpieczeństwo i umyka, jakby mu ktoś nasypał na ogon soli.

Na szczescie większość wampirów, które znam, to łże-wampiry - członkowie dość mrocznej, cmentarnej subkultury, jednoczący się podczas klimatycznych imprez, na których rozbrzmiewają często dźwięki utworów zespołu XIII Stoleti, jak choćby słynna pieśń „Elizabeth”. Miałem kilkukrotnie przyjemność brać udział w organizowanych przez nich wieczorkach i zawsze bawiłem się świetnie. Muszę przyznać, że mają swietny gust, jesli chodzi o alkohole, choc nie dziwi mnie fakt, że najbardziej lubia porządna krwawą Mary.

Ho, ho! Ależ się rozgadałem! A robota czeka! Jeśli jeszcze chwilę tu z wami postoję, to zawali mi się cały dzisiejszy grafik. Słyszę, jak wołają mnie nieograbione alejki. Dlatego, wybaczcie Szanowni Państwo, ale będę umykał do obowiązków. Rad bym jeszcze z wami porozmawiać, ale mus to mus. Wpadnijcie jeszcze kiedyś na mój cmentarz. Powitam was z przyjemnością, nieżaleznie od tego, czy przyjdziecie na własnych nogach, czy też przyniosą was w charakterze nieboszczyka w trumnie.
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły