Ale też i od tego są wyjątki i na przykład trzeci „Wine Of Aluqach” czy piąty „The Wild Hunt” są mocniejszymi i bardziej
metalowymi piosenkami. Kompozycje są rozbudowane, podniosłe i patetyczne. Często długo się rozwijają, powoli nabierając rozmachu. Jednak uważam, że właśnie tego rozmachu, tych mocniejszych momentów jest na tej płycie za mało. Płyta jest dobra częściowo. Znajdują się tu hity, które weszły do koncertowych kanonów
Therion, są wspomniane już i mocniejsze i ciekawsze elementy ale nie brak tu też dłużyzn. Za bardzo to jest wszystko takie smętne, za dużo tej słodyczy i delikatności i w pewnym momencie można sobie zdać sprawę, że płyta trochę nudzi. Dla mnie ten moment to szósty numer „Eye Of Shiva”. Dalej też nie jest lepiej. W „Draconian Trilogy”, która obejmuje następne trzy kawałki ten chór już jest taki na jedno kopyto, muzyka taka nijaka, tak jakby skończyły się pomysły. Na koniec trochę się to rozwija i jest trochę lepiej ale dupy nie urywa. To samo dotyczy ostatniego „Raven Of Dispension”.
Jedno czego nie można tej płycie odmówić to klimat.
Therion zabiera nas w tajemniczy i fascynujący świat starożytnych mitologii i nieznanych krain. Ach, gdyby tak więcej dobrej muzyki...
Niestety między rewelacyjnym Theli i wspaniałym Deggial zespół nagrał słabszą płytę, jednak uważam, że potrzebną. Theli było zamknięciem pewnej historii kiedy to
Therion był zespołem
metalowym a maestro
Christofer Johnsson był wokalistą. Vovin to początek nowej ery i wydaje się że
Therion dopiero poszukiwał tej swojej nowej drogi, że dopiero szukał swojego nowego stylu, który tak cudownie odnalazł na kolejnych wydawnictwach.
1. The Rise of Sodom and Gomorrah
2. Birth of Venus Illegitima
3. Wine of Aluqah
4. Clavicula Nox
5. The Wild Hunt
6. Eye of Shiva
7. Black Sun
8. Draconian Trilogy: The Opening
9. Draconian Trilogy: Morning Star
10. Draconian Trilogy: Black Diamonds
11. Raven of Dispersion
Wydawca: Nuclear Blast Records (1998)