"
Toxicity" z jednej strony zawiera wiele elementów charakterystycznych
dla nowoczesnego, komercyjnego, amerykańskiego post-core'owego grania,
ale z drugiej zawiera całą masę elementów, które są pewnym novum.
Ormiane przygotowali tutaj 14 naprawdę zwariowanych utworów. Pod
pozorną przykrywką schematu "gramy ciężko, drzemy ryje - ładnie śpiewamy - gramy ciężko, drzemy ryje", kryje się zestaw naprawdę
dobrych i oryginalnych pomysłów. Formacja odważnie zmienia tempo nie
popadając jednocześnie w progresywność. Mamy tu całą masę
nieprzewidzianych zwrótów akcji - zarówno tempa jak i stylistycznych.
Owszem, mamy tutaj pewne motywy charakterystyczne dla
nu-metalu i w
ogóle do melodeklamowania, ale generalnie mocny wokal i patetyczny styl
śpiewu Tankiana nadają tym dźwiękom nieco "żydowskiego" klimatu. Osoba
wokalisty bezdyskusyjnie jest jednym z mocniejszych punktów tego krążka
- choć nie jest to typ głosu, który można polubić od razu, to jest on
charakterystyczny i bardzo urozmaicony. Tankien ma świetną dykcję i
nawet momenty, gdy w jego wokalizy wkrada się niechlujstwo, to sprawia
ono wrażenie kontrolowanego.
Jeśli chodzi o poziom
instrumentalny, do jest on naprawdę dobry. Co prawda srodze ubolewam,
że nie usłyszałem na "
Toxicity" ani jednej solówki, to jednak do stylu
gry Malakiana nie mam zarzutów - gra naprawdę dobre, mocne i zapadające
w pamięć riffy, nie szaleje z ozdobnikami, przez co muzyka SOAD wydaje
się być przemyślana. Choć sekcja rytmiczna niczym szczególnym sie nie
wyróżnia to trzeba przyznać, że przy takich zmianach tempa wszystko
pracuje tu jak w szwajcarskim zegarku.
Oddzielną kwestią jest
poziom samych kompozycji - choć wyróżniłbym zaledwie trzy utwory
("Prison Song", "Chop Suey!" oraz "Aerials"), to w gruncie rzeczy cały
album prezentujebardzo wysoki poziom, bez jakichkolwiek dołków. Po tych
14 utworach słychać, że ten kwartet potrafi tworzyć muzykę mądrą,
różnorodną, melodyjną, skoczną, która powinna trafiać zarówno do fanów
bardziej komercyjnego grania, jak i dla tych, którzy lubią jak coś się
w muzyce dzieje.
"
Toxicity" to bez wątpienia jedne z
najważniejszych albumów tej dekady, a co najważniejsze - album bardzo
dobry. Jest to muzyka, która powinna się spodobać zarówno fanom
SlipKnoT, Chimaira, Lamb Of God czy Mudvayne, jak i zwolennikom
twórczości Faith No More, The Mars Volta czy nawet Mr. Bungle. SOAD tym
wydawnictwem postawił sobie poprzeczkę na tyle wysoko, że do tej pory
nie potrafi jej przeskoczyć.
Wydawca: American Recordings (2001)