Niby wszystko jest w porządku – agresywny tytuł, jego geneza wyczuwalna w brzmieniu materiału, ogień (przynajmniej na okładce) i doświadczony klawiszowiec w roli kompozytora. Nic tylko usiąść i czekać aż fala masywnego
electro-industrialu zaleje członki, w efekcie porywając ożywione ciało do tańca. I może tak jest... na samym początku, nim jeszcze zorientujemy się że coś musi być nie tak skoro któryś z rzędu utwór przez pierwsze 2 minuty rozwija się tylko po to by resztę czasu ciągnąć, niemal w ogóle nie zmienny wątek muzyczny aż do ostatnich sekund. Krótko mówiąc debiutancki album
Reapera wieje nudą na kilometr. I cóż z tego że artysta skacze od
dark electro do rythmic noise'u, od rythmic noise'u do industrial metalu i z powrotem skoro wciąż brzmi amatorsko i wtórnie? Zamiast urozmaicać krążek sprawia wrażenie jakby szukał wśród tych 17 kawałków (w całość wlicza się 5 remixów) własnego "ja".Muzyka w każdym wydaniu jest niezwykle oszczędna rytmicznie i bazuje z reguły na jednym motywie klawiszowym. I to wszystko, kupa czasu poświęcona – pożytku brak.
Oczywiście wśród zamieszczonych tu "średniaczków" nie brakuje utworów obdarzonych wpadającym w ucho beatem, czy miłą dla ucha pracą klawiszy. Sam kompozytor musi być zresztą tego świadom. Weźmy takie "Altum Silentum", wyróżniające się właśnie pod względem melodycznym, które rozciągnięto do 6 minut, co by słuchacz nie zapomniał. I tak znowu lądujemy na łopatkach powaleni nudą. Już lepiej wypada "Weltfremd" ale oczywiście z udziałem Suicide Commando. I można by tak jeszcze kilka razy, chwaląc popisy Niemca za jedno, ganiąc za drugie, pytanie tylko po co?
Na samym końcu plasują się gościnne popisy. Okazuje się że średnie remixy, średnich utworów, mimo wszystko ukazują je w lepszym świetle. Można by więc ponarzekać, że za mało przestrzeni muzycznej, że te nieszczęsne biciwa nadal kuleją, że mikserzy za mało znani, tylko że to i tak lepsza część tego "dzieła", a przynajmniej moment w którym wreszcie coś się dzieje.
Suma-sumarum z wielkich planów wyszły nici i "siewca śmierci" nie władował się z buciorami (i kosą!) w wąski jeszcze wówczas mainstream
dark electro. Za szybko? Chyba tak, ostatecznie musi trochę minąć nim po tak wielkim skoku stylistycznym człowiek odnajdzie się w nowej estetyce. Bezapelacyjnie "Hell starts with an H" jednak nie jest tym momentem, ukazując artystyczne oblicze
Reapera w niezbyt jaskrawym świetle.
Tracklista:
01. Intro
02. Urnensand
03. Das Grauen
04. Twisted Trophy Hunter (feat. Mark Jackson)
05. Altum Silentium
06. Execusion of Your Mind
07. Weltfremd (feat. Suicide Commando)
08. Robuste Machine
09. Memento Mori
10. Totengraber 07
11. Ancient Tragedy
12. TTH 2.0 (feat. NVMPH)
13. Urnesand (SAM rmx)
14. Execution of Your Mind (Modulate rmx)
15. Urnesand: Damonie (Painbastard rmx)
16. Twisted Trophy Hunter (XP8 rmx)
17. Urnesand (Schallfaktor rmx)
Wydawca: Infacted Records (2007)