Dawno już nie pisałem recenzji z tak
wielkim bólem serca. Poprzedni album formacji "The Dark
Third" trafił idealnie w moje muzyczne gusta. Zespół na
swoim debiucie zaproponował szereg ciekawych rozwiązań
stylistycznych. Owszem: użył przy tym sporej ilości melodii, które
z powodzeniem możnaby podpiąć pod Porcupine Tree, ale już same
aranżacje, w których dominowały wielowarstwowe wokalizy i bardzo ciekawe wykorzystanie skrzypiec, mogło robić wrażenie na
słuchaczu. Płyta "Amor Vincit Omnia" ukazała się po dość
długim oczekiwaniu i powiem szczerze, że mocno mnie zaskoczyła.
Z Pure Reason Revolution, wiązałem dość spore nadzieje. W mojej świadomości funkcjonowali jako grupa, która już za chwilę zrzucić z siebie jarzmo porównań i w pełni zaprezentuje swój własny oryginalny styl. Udało się, ale zmiany, które zostały zaproponowane to raczej szybka nieprzemyślana ucieczka, aniżeli dokładnie przeanalizowany zwrot stylistyczny. Jaki problem tkwi w tych nagraniach? Wydaje mi się, że tym razem Jon Courtney, lider zespołu skupił się jedynie na stworzeniu szkiców do utworów. Wiele kompozycji właśnie tak brzmi. Ot tak, niedopracowane riffy, mało wokalnych harmonii, za to cała gama elektroniki i sampli (maskujących braki?). Brak tutaj jakiejkolwiek struktury, wszystko wymieszane jest bez większego ładu i składu. Ma się wrażenie, jakby zespół chciał w dość niedbały sposób pokazać wszystko to, nad czym pracował przez ostatni czas. W porównaniu z płytą "The Dark Third", która moim zdaniem była małym arcydziełem, nowa produkcja jawi się gorzej niż miernie. Utwory dodatkowo brzmią tak jakby wykonane zostały wybitnie na odczepnego. Na płycie próżno szukać ciekawych melodii, zmian tempa. To raczej próba budowania nastroju, niestety niezbyt udana. Oczywiście nie chcę być źle zrozumiany. I tutaj zdarzają się całkiem ciekawsze fragmenty. Jeśli miałbym już skonkretyzować, to początek płyty wydaje się bardziej dopracowany ("Victorious Cupid", "II) Apogee III) Requiem For The Lovers"), więcej w nim pomyślunku, ale i tak jest tego jak na lekarstwo.
Czasem, źle jest jednak wydać na zbyt dobre debiutanckie wydawnictwo, bo jak tu później sprostać oczekiwaniom rozochoconej gawiedzi? Tym razem zespół Pure Reason Revolution poniósł jednak klęskę. Nie użyję słowa sromotną, choć to mnie korci. Cóż, czas zweryfikuje, potencjał grupy. Warto jest jednak poczekać. Z mniejszą presją wytwórni i fanów, może być tylko lepiej.
Tracklista:
01. Les Malheurs
02. Victorious Cupid
03. I) Keep Me Sane/Insane
04. II) Apogee, III) Requiem For The Lovers
05. Deus Ex Machina
06. Bloodless
07. Disconnect
08. The Gloaming
09. AVO
Wydawca: Superball Music (2009)