Każdą kolejną płytę Mortiis dzieliła przepaść od poprzedniej. Każda była inna, lepsza i doskonalsza. Rozwój muzyczny i kompozytorski Mortiisa z płyty na płytę był niesamowity. Z The Smell Of Rain jest trochę inaczej. Od Stargate nie dzieli jej bowiem przepaść tylko epokowy przełom.O ile na Stargate Mortiis wyszedł z podziemia i wzniósł się w na wyżyny, to na The Smell Of Rain eksplodował takim potencjałem muzycznym, że aż trudno uwierzyć, że są to dwie kolejne płyty tego samego wykonawcy i dzielą je tylko dwa lata. Po pierwsze w nagraniu płyty wziął udział cały zastęp muzyków, którzy oprócz dodatkowych wokali popełnili parte gitary, basu, perkusji, skrzypiec i wiolonczeli. I choć komputer pozostaje tu głównym instrumentem, a Mortiis głównodowodzącym to na tej płycie mamy kawałki nagrane przez zespół muzyków co w Mortiis jest absolutną nowością. To są piosenki z linią melodyczną, zwrotkami i refrenami, a nie ambientowe kompozycje, z których składały się wszystkie poprzednie płyty.
Druga sprawa, o której trzeba wspomnieć to wokale. To nie są już tylko pomruki, teksty mówione i inne odgłosy tylko regularny śpiew we wszystkich utworach. Mortiis zaczął śpiewać i muszę przyznać, że wychodzi mu to całkiem dobrze. To samo dotyczy Sarah Jezebel Deva, która pojawia się po raz drugi na albumie Mortiis. Jednak tym razem jej rola nie ogranicza się do robienia aaa tylko uzupełnia partie liryczne śpiewem. Oboje śpiewają subtelnie i uczuciowo i śpiewają o uczuciach. Teksty są bardzo osobiste, indywidualistyczne. Mortiis śpiewa o sobie, o swoich myślach, emocjach i obserwacjach. O tęsknocie, o bezsilności, o przemijaniu.
The Smell Of Rain to płyta przede wszystkim elektroniczna. To nie jest muzyka rockowa czy metalowa. Jednak jest to elektronika taka emocjonalna, uduchowiona. Mortiis częstuje nas swoim samotnym światem. Po podróżach w różnych ciemnych lochach czy nocnych nieboskłonach, tym razem wychodzi na powierzchnię Ziemi z pełnym rozmachem ale zachowuje swój oryginalny klimat. W dalszym ciągu epatuje smutkiem, tęsknotą i nostalgią. Ale to absolutnie nie znaczy, że płyta jest smętna czy nudna. Wręcz przeciwnie. Wszystkie utwory są bardzo dobre, ciekawe i urozmaicone. Są tempa szybsze i wolniejsze, różne wokale, instrumenty i efekty komputerowe. Muzyka wraz z tekstami, klimatem, okładką i oprawą graficzną tworzą doskonałą całość, do której warto wielokrotnie wracać.
Tracklista:
01. Scar Trek / Parasite God 02. Flux / Mental Maelstrom 03. Spirit in a Vacuum 04. Monolith 05. You Put a Hex on Me 06. Everyone Leaves 07. Marshland 08. Antimental 09 .Smell the Witch
Wydawca: Earache Records (2001)
Wysłany przez: WUJAS
Zaakceptowane przez: amorphous Wysłano: