Przede wszystkim nie słychać już wpływów Meshuggah. Muzyka
Martyr bardziej zbliżyła się death metalu w stylu Death, przez co jest o wiele ciekawiej. Riffy wydają się być bardziej różnorodne, solówki bardziej wyrafinowane, a praca sekcji wyraźnie uwypuklona. Zwraca uwagę bardzo progmetalowe brzmienie i szkielet utworów. Bardzo mocno uwypuklony jest bas, który wybija rytm pod selektywne riff i równiutkie granie muzyków. Skojarzenia moje biegną od razu w kiedunku pierwszych płyt Dream Theater. Pomimo tego zespół nie boi się wplatać jazzowych motywów w kawałki.
Co zaś się tyczy samych kompozycji to także uległy znacznej poprawie i w zasadzie nie mogę się do niczego przyczepić. Wszystko jest poukładane, jest bardzo dużo popisów, które w żaden sposób nie zabijają zawartości muzycznej, każdy dźwięk wypływa z poprzedniego. Jest nawet miejsce na eksperyment w postaci cybernetycznych wokaliz w "Brain Scan" (cover Voivod z płyty "Dimension Hatross", na basie gościnnie zagrał "Blacky" Theriault).
Jedyna rzecz, do której nie potrafię się przekonać, to wokal Mongraina, który na "Feeding The Abscess" bardzo zbliżył się do stylu Toma Arayi. Czasami brakuje tutaj złowrogiego ryknięcia. Oczywiście growlingi także się pojawiają, ale nie jest to dominująca forma wokalna.
"Feeding The Abscess" jest bez wątpienia najlepszym krążkiem Kanadyjczyków, ukazującym rozwój muzyczny, bardziej wyrafinowany zmysł kompozycyjny oraz swój styl. Muzyka zespołu jest bardziej skrystalizowana - jest miejsce na eksperyment, ale przede wszystkim na "swoje" granie. Tak się fajnie złożyło, że pod koniec roku dostaliśmy dwa fenomenalne deathmetalowe krążki, bo zarówno
Martyr jak i Sleep Terror to zespoły, które szybko zdobyły renomę i na których wydawnictwa czeka się z niecierpliwością. Moim zdaniem najlepszy deathmetalowy krążek roku.
Wydawca: Galy Records (2006)