HellHaven powstał w 2008 roku w Myślenicach. W grudniu 2010 ukazał się ich debiutancki album i choć od tego czasu minął już ponad rok to warto sobie go przywołać ponieważ charakteryzuje się dojrzałością i przede wszystkim bardzo wysoką jakością. „Art For Art’s Sake” to siedem kompozycji trwających w sumie niewiele ponad pół godziny. Jednak w tym stosunkowo krótkim czasie zespół zdołał zaprezentować się z jak najlepszej strony. Muzyka na tym wydawnictwie to utrzymany w progresywnej barwie rock/metal. Jej podstawową wartością jest gra gitar. To one nadają melodyjności, głębi i są motywem przewodnim utworów. Do tego bardzo dobra perkusja i momentami dobrze wyeksponowany bas. Nad wszystkim góruje głęboki, czysty wokal, który jest kolejnym bardzo mocnym punktem tej płyty. Śpiew, który w przeważającej mierze jest melodyjny i raczej smutny potrafi zaskoczyć ostrzejszą barwą, a sporadycznie możemy usłyszeć nawet krótkie, zdarte growlingi.
Całość jest klimatyczna, nostalgiczna ale bardzo ciekawa. To nie jest muzyka przebojowa. Nie ma tu skocznych riffów i hitowych refrenów. Konwencja jest taka bardziej poważna i wyważona. HellHaven prowadzi słuchacza przez sztukę, nad którą trzeba się skupić żeby ją docenić. Ale jak ktoś już poświęci swoją uwagę to zostanie pochłonięty bo pomysłów i umiejętności tym muzykom nie brakuje. Jedyną wadą tego albumu jest to, że jest za krótki. Zdecydowanie przydały by się jeszcze dwa lub trzy kawałki. A tak mamy kąsek, który tylko rozbudza apetyt i każe oczekiwać co też ten zespół zaprezentuje w przyszłości.
Tracklista:
01. Stardust 02. Seven 03. Ecce Homo 04. Bitterman (a tribute to heavy) 05. Prelude to Death