Powszechnie znana za jej własne, wizjonerskie estradowe kostiumy w
wypromowanym przez nią własnym stylu określanym mianem "punktorian" lub
“
victorianindustrial”. Zdolności projektanckie
Emilie Autumn zostały
wykorzystane, gdy zaproponowano jej stworzenie kostiumów do video
"Walking Shade," pierwszego singla Billego Corgana z jego albumu
TheFutureEmbrace
Emilie Autumn jest też świetną pisarką i
ilustratorką, w 2001 wydała szybko wyprzedany tomik poezji. W 2005 roku
światło dzienne ujrzało jej drugie wydawnictwo z wierszami w formie
audio - "Your Sugar Sits Untouched," wydane przez WillowTech House.
Aktualnie
Emilie Autumn dopracowuje ilustracje do jej gotyckiej książki
tylko dla dorosłych, "The Alphabet Book of X-Boyfriends. Współpracowała
między innymi z Courtney Love i Billy'm Corganem (Smashing Pumpkins),
formacjami Attrition i Die Warzau oraz legendą sceny detroit techno -
didżejem T1000.
Lutowe przedstawienie artystki było już jej
czwartym przyjazdem do naszego kraju. Trasa koncertowa promowała
ostatnią autobiograficzną książę artystki “The Asylum for Wayward
Victorian Girls”. Na koncercie w Warszawskiej Progresji Emilly wystąpiła
z paniami z
The Bloody Crumpets - koncertową grupą Emilly w częściowo
okrojonym składzie. Wystąpiły tylko Naughty Veronica, The Blessed
Contessa, Magott Aprella. A zagrany był w zasadzie cały materiał z
“Opheliac”. Może trochę szkoda, że nie było bardziej przekrojowo z „A
Bit O’ This & That” ale tu pewnie panie nie miałyby czasu by się
odpowiednio szybko przebierać. Słowo koncert to tutaj wyjątkowo mało.
Występ był przedstawieniem łączącym w sobie śpiew, taniec, muzykę,
kabaret, teatr i akrobatykę.
Pierwszym zagranym utworem było “4
O'Clock Play”. Po zabłyśnięciu świateł pierwsze co rzuciło się w oczy to
imponująca scenografia. Na środku sceny zainstalowany został wielki
okrągły ekran gdzie wśród dymu ukazała się w końcu Emilie. Towarzyszące
jej tancerki wykonywały karkołomne ewolucje z filiżankami a wokalistka
ku uciesze publiczności wdrapała się na sam szczyt rusztowania.
Nieliczni szczęśliwcy mogli potem filiżanki łapać a ci bardziej
szczęśliwi mogli nawet zostać oplutymi herbatą. Kolejno grupa wykonała
Opheliac gdzie pokaz choreografii osiągnął swoją kulminację. Po Opheliac
przyszedł czas na Liar gdzie po raz pierwszy w rękach Emilie znalazły
się skrzypce a w rękach pozostałych artystek inne rekwizyty jak np
gumowe siekierki. Następnie zagrane zostały "The Art of Suicide", "I
Want My Innocence Back", "Shalott" i "God Help Me". W końcu przyszedł
czas na długo oczekiwany "Unlaced" gdzie popisu wirtuozerii dokonały
skrzypce Emilie jak i towarzyszący jej klawesyn. Potem kolejny
wyczekiwany przez publiczność utwór "Dead Is The New Alive" znany
niektórym ze ścieżki dźwiękowej do filmu “Piła IV” w wersji
zremiksowanej któremu towarzyszył mini pokaz sztucznych ogni. Dalej z
kolei pojawiły się utwory "I Know Where You Sleep" i "306".
Na
"Misery Loves Company" jako rekwizyty posłużyły parasolki a na koniec w
publiczność rzucone zostały balony. Koncert zakończony został solowym
występem na skrzypcach w wykonaniu Emilie.
Po około czterdziestu
minutach od zakończenia spektaklu Emilie, Veronica, Maggot, Contessa
oraz Aprella wyszły do fanów aby podpisać płyty, ciała i cokolwiek dało
się nadstawić, nawet policzek do całusa. Można było też kupić liczne
pamiątki - niekonwencjonalną kolekcję gadżetów związanych z Emilie:
książkę, specjalną edycję albumu "Opheliac", audiobooka oraz koszulkę.
Wszystko jak zwykle po astronomicznych tradycyjnie cenach więc większość
fanów zadowalała się pocztówkami.
Muzycznie koncert można
podsumować rożnie. Przeszkadzał trochę niezbyt dopasowany playback.
Wszystko prócz klawesynu skrzypiec i niektórych wokali było wcześniej
przygotowane. W wokale niekiedy wkradały się fałsze ale ciężko nie
dostać zadyszki śpiewając i jednocześnie i odstawiając akrobacje. Na
plus można zaliczyć w Progresji nowe nagłośnienie - oby tak dalej.
Galeria