Industrialne elementy składające się na podstawowy rytm, schowane
pod ciężkim rykiem gitary, od czasu do czasu ukazującej swe nieco
bardziej melodyjne oblicze, a nade wszystko nie do końca czytelny wokal - właśnie w ten sposób wygląda pierwszy z 8 zapisanych na płycie
kawałków zatytułowany "Into D.M.". Dalej jest już tylko lepiej, choć
problemy ze słyszalnością wokalisty, a przynajmniej tych momentów,
kiedy operuje growlem, pozostają do samego końca i chociaż to dość duży
mankament, to wszystko należy zrzucić na karb domowej produkcji.
ZapominajÄ…c na chwilÄ™ o wokalu i skupiajÄ…c siÄ™ na samej muzyce,
przejdźmy do kolejnego utworu. "Blue Lake", - bo o nim mowa, ukazuje
pełne oblicze grupy, bowiem zawiera w sobie wszystkie pomysły, jakie
wykorzystano na tym krążku. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, na
olbrzymią skalę zmian tempa. Na przestrzeni 7 minut, podczas których
muzycy dwoją się i troją wygrywając kolejne solówki, i popisując się
perkusyjnymi przejściami, tempo zmienia się diametralnie, co najmniej
kilka razy, a moment, kiedy cały zgiełk nisko strojonych gitar znika
ukazując zaledwie delikatną linię melodyczną, na którą składają się
psychodeliczne dźwięki gitary, jest najlepszym tego przykładem.
Oczywiście po dłuższej chwili muzyka znowu "wspina się" na wcześniejszy
agresywny poziom i znów przybiera na mocy. Dodatkową sprawą jest w
końcu słyszalny głos, który choć wciąż należy do tego samego wokalisty
to przybiera future popowÄ… manierÄ™, co nadaje kolejnego urozmaicenia
grupie.
Kolejne utwory wykorzystują już te same pomysły, jednak ukazują
nowe możliwości ich zastosowania. Warto np. wspomnieć, o "Burning
Cells" - utworze z początku pozbawionym krztyny basu, przez co zarówno
perkusja jak i gitara brzmią naprawdę zabawnie, zaś, kiedy już wszystko
wraca do odpowiednich proporcji, dzięki zawrotnej prędkości bazującej
na zręczności perkusisty, można by doszukiwać się w tym utworze
grindcore'owych naleciałości, jednak nadal wszystko opiera się o
zawrotną liczbę solówek, poprzedzielanych, kiedy tylko to możliwe
ogromną ścianą dźwięku, i elektronicznymi elementami rytmicznymi.
Również tytułowy "Nebularium", wykorzystuje elementy grindcore'u, tym
razem za sprawÄ… wokaliz, charakterystyczne dla tego stylu okrzyki, o
dziwo pasują do melodyjnych solówek, w które muzycy bez przerwy
zaopatrują słuchaczy.
Ostatecznie przychodzi pora, na w pełni instrumentalny "Aweaking",
który ukazuje w pełni progresywne oblicze zespołu. Brak tutaj
jakiejkolwiek brutalności, zamiast tego, w powietrzu unoszą się nuty
gitary akustycznej oprawione w "jękliwego" elektryka, - idealne
zakończenie dla tak nierównego albumu, ukazujące jednocześnie jak
szeroki zakres ma muzyka Disarmonii Mundi.
Podsumowując, słuchanie "Nebularium" sprawia dość dużą przyjemność.
Różnorodność czy to pod względem wokalu czy tempa, gwarantuje, że album
jest w stanie nieraz zaskoczyć swoich słuchaczy. Dodatkowo połączenie
elektroniki z chwytliwymi riffami, ewoluującymi w szybkie solówki,
pozwala na to, by materiał trafił do większej rzeszy słuchaczy głodnych
odrobiny urozmaicenia, w muzyce
death metalowej.