Przegryzłeś mi wargę
i ciepłe już wino smakowało nieco metalicznie.
Bałam się rdzy,
gdy zlizywałam twoje słowa.
Cisza co chwilę grzęzła w powietrzu
a ty bujałeś w smolistych obłokach
i szukałeś punktu oparcia w moich źrenicach,
jakby ze strachu, że spadniesz.
Nie chciałam wracać,
łóżko było w zasięgu dwóch kroków.
Wiem na pewno,
żar papierosowy tli się przez siedem minut.