I wyrosły z ziemi
Drzewa o kolczastych liściach
Jak gwoździe ostre,
Jak gwoździe zimne,
Jak gwoździe martwe...
A z drzewami góry,
Nie, góry jeszcze nie...
A z drzewami głazy się zrodziły,
Wytoczyły spod murawy pól
Aby bezszelestnie dusić w sobie
Bicie jeśli nie jednego
To kilku serc.
Teraz, gdy już są głazy
I strzelają w niebo kolczaste drzewa,
Wzniosły się het wysoko góry.
Tak, te martwe i ostre słupy
Zatykające w piersi dech.
Powstały też istoty.
Z tych głazów się wytoczyły
Tak nagle prosto pod nogi
I strącając wszystko niczym kręgle.
I tak strącały owoce drzew,
I tak strącały nasiona kwiatów...
I tak upadły te owoce i nasiona,
Skazani na wchłaniającą wilgoć ziemi
Gnić poczęły.
A te nasiona, które korzeń puścić się odważyły,
Zapachem zgnilizny się wyróżniły.
I tak toczyły się te istoty,
I tak strzelały kolczaste drzewa,
I tak dusiły serca głazy,
I tak wznosiły się słupy gór,
Duszącego w piersi powietrza.
KostucH