Po kilkukrotnym przesłuchaniu muszę powiedzieć, że jest w tych hasłach sporo racji, ale podchodziłbym do tego albumu dużo mniej euforycznie. Faktycznie -
Hate Eternal gra rzeczywiście bezduszny, odhumanizowany death metal, pełen blastów, "zimnych" riffów, mocnego growlingu i specyficznych, eksperymentatorskich solówek. Możnaby rzec o wirtuozerii bez zbędnych popisów. Z drugiej jednak strony
Hate Eternal gra muzykę bardzo mało urozmaiconą, bardzo schematyczną, zamkniętą w pewnych ramach. Jako że Rutan był członkiem Morbid Angel, próbowałem odnosić
Hate Eternal do Morbidów i niestety pod każdym względem zespół Rutana jest słabszy. W obecnych czasach bycie zaledwie "dobrym" nie wystarczy. Utworom ewidentnie brakuje urozmaicenia, wizjonerstwa, swobody. Wszystko wydaje się być zagrane dobrze - dobre gary, dobre gitary, dobry wokal... ale bycie dobrym nie predysponuje zespołu do bycia okrzykniętym "nadzieją"- w końcu "I Monarch" jest już trzecim krążkiem zespołu.
Wychwalanie
Hate Eternal wydaje mi się być mocno na wyrost, choć zespół pokazał, że ma swój styl. Daleka jednak droga przez nimi, aby dorobić się renomy Morbid Angel, Nile czy choćby Cryptopsy.