Mamy tu do czynienia z damskim wokalem, ale bynajmniej nie jest to ani słodkawe zawodzenie ani pseudoopera, jest mocno i treściwie. Co tu dużo mówić - na płytce z 2001 roku mamy 13 utworów. Jest trochę elektroniki, gitar, ale przede wszystkim wyżej wspomniany cudowny wokal Debry Fogarty. Kiedyś naprawdę wątpiłam w amerykańskie zespoły,
Diva Destruction zmieniła moje zdanie. Uwielbiam szczególnie "The Broken Ones" i "Bed Of Lies" są ulotne, ale i dynamiczne, naprawdę cięzko opisać, ale z dobrą muzyka już tak jest, słowa nie wystarczają by oddać całkowicie zawarte w niej piękno. Cała muzyka spowita jest mgłą tajemnicy. Czasami jest przerażająco, czasami psychodelicznie, to znów mocno... trudno sprecyzowac tę płytę, ale nie da się zaprzeczyć ma to coś. Jednak wspomniane coś, jest strasznie zmienne. Płyta jest absolutnie godna polecenia, po prostu nie można przejść obok niej obojętnie. Zniechęca mnie czasem tylko efekt "tłumienia" wokali, ale poza tym same plusy. Za pomysł wykonanie i brak pseudo opery:
Wydawca: Alice In... (2001)