Jak stwierdzili sami muzycy - "album jest tak szybki, że szybciej grać się już nie da". Fakt faktem, album jest szybki, ale wydaje mi się, że było wtedy kilka zespołów, które grały szybciej - jako przykład niech posłużą choćby Deicide i Morbid Angel. Może i dobrze, że wydawnictwo to nie okazało się takie jak miało być z założenia, gdyż muzycy zaczęli trochę myśleć nad tym co grają. Przede wszystkim album brzmi masywniej i ciężej, Alex Webster ze swoim basem ma więcej do powiedzenia, a i muzyka stało się bardziej urozmaicona. Słowo "urozmaicona" w przypadku tego zespołu to co prawda abstrakcja, a cieszy sam fakt, że formacja różnicuje tempo. Partie instrumentalne stały się także bardziej wyraziste, solówki lepsze, a muzyka nieco bardziej "chwytliwa" choć daleka od melodii. Cieszy fakt, że muzyka jest energiczna i nie brakuje muzykom polotu w tym co robią. W dalszym ciągu jest to prymitywne, ale zdecydowanie bardziej przekonywujące.
Ten album był zapewne przełomowym w karierze zespołu, pokazującym, że wewnątrz obranej konwencji zespół próbuje coś kombinować. Dalej jest to muzyka ciężko strawna i bardzo schematyczna, ale zdecydowanie lepsza niż na pierwszych dwóch krążkach.
Cannibal Corpse definitywnie zakreśliło swoją niszę, praktycznie niedostępną dla innych zespołów. Album ten po dziś dzień w pewnych swoich aspektach robi wrażenie i uchodzi za jeden z lepszych w dorobku grupy.
Wydawca: Metal Blade Records (1992)