Zastanawia mnie jednak sens wydawania EP – ek, gdyż wydawania 3-4
utworów wydaje mi się być zabiegiem czysto komercyjnym. Na „A diamond
for disease” zespół nie zaskakuje i dalej dostajemy mieszankę Dath i
Arch Enemy podrasowane neoklasyką. Nie ulega wątpliwości, że zespół
naprawdę jest świetny technicznie, muzycy są bardzo utalentowani, ale
jest coś co spędza mi sen z powiek – mianowicie
Arsis nie ma takiej
charyzmy i wdzięku Death, ani też dynamizmu Arch Enemy. Muzyka jest
techniczna i jest dynamiczna, ale jakoś poszczególne motywy umykają
uwadze – jednym uchem wpadają, a drugim wypadają.
Kolejnym
felerem tego wydawnictwa jest to, że zawiera zaledwie trzy utwory. O
ile dwunastominutowy utwór tytułowy jest naprawdę fenomenalny, bogaty w
aranżacje i świetnie zagrany, o tyle cover Alice Cooper’a „Roses on
white lace” niczym nie porywa – ot, rytmicznie zagrany, z bardzo
nowoczesnymi riffami – ten utwór umyka uwadze. Na zakończenie niespełna
trzyminutowy „The promise of never” z ciekawym riffem pokazuje bardziej
melodyjne oblicze zespołu – takie nieco ostrzejsze Arch Enemy z okresu
„Anthems of rebellion”, ale i tutaj Arsis nie porywa.
Nie
wiem co na celu miał zespół wydając ten krążek, gdyż nie pokazuje on
ani jakiegoś wyraźnego progresu zespołu, ani też niczym nowym nie
zaskakuje jeśli chodzi o poziom kompozycyjny. Utwór tytułowy, zespół
mógł sobie spokojnie zachować na pełne wydawnictwo. „A diamond for
disease” można spokojnie ominąć i nikt nie powinien mieć żalu, że tej
płytki nie usłyszał. Jeśli ktoś lubi takie granie, o wiele lepszym
posunięciem będzie sięgnięcie po pełny album zespołu, który
zdecydowanie bardziej zweryfikuje wartość tego zespołu.
Wydawca: Willowtip (2005)