W końcu do rąk własnych dostałem ją i jak dziecko cieszące się nową zabawką, czym prędzej udałem się do domu, by natychmiast po wejściu wrzucić ją do odtwarzacza i w pełnym skupieniu przesłuchać ją. OK. Płyta przesłuchana, no i co? No i niestety gdzieś ten entuzjazm związany z wydaniem nowego krążka przez Kanadyjczyków znikł, pękł jak bańka mydlana.
Dostałem do ręki 10 kawałków typowych do
Annihilatora. Nie znalazłem na krążku żadnych rewelacji, które powaliłyby mnie na nogi. Jest to krążek z pogranicza wczesnej twórczości Jaffa Watersa oraz mocy, która towarzyszy nam przy płycie "Refresh The Demon". Uroku jedynie dodają nam zaproszeni goście, którzy swoimi wstawkami czynią ten album bardziej agresywnym. Co może drażnić zapaleńców thrash metalowego grania na tej płycie? To wokal Deve’a Paddena. Po raz trzeci Waters jak za karę męczy nas tym wokalistą. Powiedzmy sobie szczerze: średniej klasy wokalistą. Wokal wypada lepiej jedynie w utworze "Operation Annihilation", gdzie zaśpiewał Jeff oraz w "Couple Suicie", gdzie wokalnie udziela się Danko Jones i Angela Gossow.
Zdecydowanie najlepszym utworem na płycie jest kawałek p.t. "Chasing The High" - szybki, brutalny, tnie jak brzytwa, ale jest tam też moment, gdzie muzyka się uspokaja i mamy bardzo melodyjną i wolną wstawkę. Za perkusją zasiada Mike Mangini i czy zdał egzamin? Trudno powiedzieć, gdyż ci, co znają jego styl grania mogą czuć się zawiedzeni. Gra naprawdę średnio jak na jego możliwości.
Podsumowując "Metal" - spodziewałem się naprawdę czegoś rewelacyjnego, a dostałem kolejną płytę, która jest jakby kontynuacją rozwoju zespołu. Otrzymaliśmy heavy/speed z świetnymi solówkami, z czego słynie
Annihilator. Mamy dużo melodii i ciężkich partii gitary, ale mogę śmiało powiedzieć, że jako fan muzyki thrashowej, czuję lekki niedosyt i małe rozczarowanie, lecz oczywiście nie narzekam, gdyż na płycie jest naprawdę parę fenomenalnych momentów.
Wydawca: Steamhammer Records (2007)