Anata prezentuje dość specyficzne podejście do grania
death metalu. Stylistycznie przypominają Morbid Angel, tyle że na "
The Conductor's Departure" jest o wiele więcej łamańców instrumentalnych. Znajdziemy tutaj synkopowane riffy, zaciągające pod Morbidów, oszczędne, aczkolwiek bardzo dobre solówki, rewelacyjne partie basu często pojawiające się na pierwszym planie czy jedne z lepszych partii perkusji jakie słyszałem! Również growling bardzo przypomina "siwego demona" z Morbid Angel. Niezwykłe w muzyce Anaty jest jednak to, że grają w dosyć osowiałym tempie, na dużym luzie, bez pośpiechu. Owszem pojawiają się tu i ówdzie morbid'owskie przyspieszenia i zwolnienia, ale muzyka brzmi bardzo lekko. Nie wiem jednak czy to jest plus, gdyż bardzo techniczne granie w połączeniu z lekkim brzmieniem i dosyć specyficznym tempem w tym przypadku spowodowało, że muzyka wydaje się nie mieć żaru, mocy, czegoś co przykuwa uwagę słuchacza, co będzie nim pomiatać jak szmatą.
Bo cóż z tego, że zespół instrumentalnie jest perfekcyjny, utwory nie są przekombinowane, są bardzo przemyślane, skoro muzyka nie ma tego "czegoś". Ja idę posłuchać "Gateways To Annihilation" Morbidów, a Anatę zostawiam innym.