"Aghora" jest naszpikowana pyszniutkimi solówkami, monstrualnie pokręconymi partiami sekcji rytmiczne i niebiańskim głosem wokalistki, czasem nasuwającym skojarzenia z panienkami z gotyckich zespołów. Tym jednak co odróżnia Aghorę o innych technicznych zespołów jest fakt, ze ich wizja jazz-metalu jest bardzo orientalna i delikatna. Pomimo tylu popisów, ciężko mówić tutaj o brutalności i ciężarze. Wręcz przeciwnie - Aghora jest uosobieniem delikatności, finezji i przestrzeni.
Zasadniczym problemem tego zespołu jest jednak poziom kompozycji - jest on bardzo różnorodny. Obok naprawdę zwartych i przemyślanych kompozycji jak "Satya", "Kali Yuga" czy "Frames" znalazły się zupełnie niedopracowane, niczym nagrane z prób "Transformation", "Existence" jak i impowizacyjne "Jivatma" oraz "Anugraha". Niestety momentami muzyka brzmi naprawdę nieskładnie. Do tego dochodzi naprawde płaskie brzmienie krążka, przez co płyta naprawdę sporo traci.
Debiut Aghory nie jest wydawnictwem perfekcyjnym. Poziom techniczny muzykówe zbliżony jest do tego z Cynic, ale poziom kompozycyjny pozostawia trochę do życzenia. Na pewno jest to na tyle interesujący zespół, że warto śledzić jego poczynania. Wierzę, że muzyków stać na wiele więcej - póki co jest bardzo obiecująco.
Wydawca: Seasons Of Mist Records (2000)