Castle Party 2018
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

December's Fire - Vae Victis

Vae Victis jest jednym z zaledwie czterech albumów zespołu December's Fire, który był efektem ubocznym współpracy Piotra Weltrowskiego - sesyjnego klawiszowa grającego z Behemothem oraz Adama "Nergala" Darskiego. To ciężki do muzycznego sklasyfikowania album. Stanowi on dość zgraną fuzję black metalu, neoklasyki i ambientu. Po raz pierwszy zetknęłam się z nim około 2000 roku, wtedy jeszcze na kasecie magnetofonowej. Wrażenie, jakie album wywarł na moją świadomość muzyczną sprawiło, że chętnie po latach wróciłam do tej płyty.

Krótki, składający się zaledwie z czterech utworów album rozpoczyna tytułowy "Vae Victis". Klasycznie ambientowe spokojne intro w ciągu kilku minut powoli rozwija się w dość nieoczekiwaną całość złożoną z pomrukujących w tle ciężkich gitar i bogatego instrumentarium klawiszy zapodające werble. W jeszcze większe osłupienie może wprawić słuchacza wokal zaserwowany przez samego Nergala. Nie jest to typowa dla black metalowego stylu maniera śpiewu, choć dość do niej zbliżona. Mamy tutaj do czynienia z bardzo wyraźnym wokalem, a właściwie deklamacją wykonywaną - uwaga! - po polsku, przy czym tekst jest wyraźnie akcentowany i zrozumiały dla słuchacza.

W drugim kawałku o tytule "Patrz, Jak Płoną Dzikie Róże" dość długie i monotonne wejście miejscami pozbawione rytmiki, wykonywane wyłącznie na klawiszach psuje to, co ma nastąpić później. Nergal wykrzykuje z siebie tekst z niebywałą wręcz ekspresją, co ratuje utwór, który jest zdecydowanie słabszy od pozostałych na krążku.

Trzeci utwór "Pragnę Twej Krwi" jest dość udaną próbą połączenia ambientu z black metalem i dość przemyślaną całością, która zaczyna się łagodnie i spokojnie, by szybko przejść w typowe ciężkie gitarowe granie z niesamowitym, wciskającym wręcz we fotel, krzyczącym wokalem. Dość banalny tekst - przy tej muzycznej oprawie i ekspresyjnym wykonaniu Nergala - potrafi naprawdę przerażać i przyprawić słuchacza o stany lękowe. To jest właśnie efekt tego, że wokalista dał z siebie wszystko i uczynił album godnym przesłuchania.

Ostatni czwarty kawałek "Anioł Samotnych" jest najdłuższy z całej płyty i stanowi outro z albumu. Jest on zdecydowanie spokojniejszy od pozostałych bez użycia gitar, które ubogacały pozostałe kawałki. Utwór nie zaskakuje, ale też nie wywołuje negatywnych emocji. Wokalnie, a właściwie deklamacyjnie, udziela się tutaj Piotr Weltrowski, który zdecydowanie powinien się ograniczyć tylko do roli klawiszowca.

Podsumowując: album z pewnością jest godny polecenia dla wszystkich fanów niedoścignionego sir Nergala i to właśnie jego wykonanie jest niewątpliwym atutem tej płyty. Nergal nie szczędzi gardła i przekonująco wczuwa się w tekst. Wokal jest podlany dobrym sosem w postaci gitar, które zawsze są w tle, nie zagłuszając nigdy całości. W moim odczuciu jest to jeden z ciekawszych eksperymentów z wokalem na pograniczu deklamacji, jakie ujrzało w Polsce światło dzienne. Minusem płyty są teksty oraz przydługawe, tracące niekiedy rytmikę intra do utworów. Sama warstwa klawiszy jest dość schematyczna i przewidywalna. Niestety nie zdecydowano się na eksperymenty z nieco bogatszym instrumentarium.

Wydawca: Last Epitaph Records (1996)

Komentarze
Little_China_Girl : Dobra, solidna recenzja. Gratuluję :) Miałam podobne odczucia po...
Solitary : Dobra, solidna recenzja. Gratuluję :) Miałam podobne odczucia po...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły