Poznański koncert rozpoczął się punktualnie, co było miłym zaskoczeniem, gdyż w Polsce to niestety rzadkość, szczególnie podczas mniejszych koncertów. Frekwencja również dopisała, praktycznie cała sala pod sceną była pełna, łącznie z bocznym korytarzem. Niestety minusem klubu
Fabrika jest ogromna, niewykorzystana przestrzeń do góry i wokół baru, ale za to wąska, długa sala pod sceną. Poza tym
Fabrika jest niezwykle klimatycznym miejscem z industrialnym wnętrzem nawiązującym do starych fabryk Manchesteru, idealnym na koncert tak niezwykłej artystki, która operuje mocnym, głębokim i pełnym napięcia głosem.
Elegancka wokalistka zagrała koncert akustyczny w towarzystwie gitarzysty Piotra Aleksandrowicza oraz klawiszowca Marcina Partyki, sama również grała na gitarze. Rykarda podczas trasy promowała głównie swój ostatni krążek "
For Blood And Wine", nie zabrakło jednak utworów z jej pierwszego pełnowymiarowego albumu "Our Hearts First Meet", wydanego w Europie w 2008 roku. Wokalistka zaprezentowała także całkowicie nowe kawałki, które mają znaleźć się na jej kolejnym albumie. Nie zabrakło "Texas Midnight Radio", jednej z moich ulubionych piosenek artystki, "Thunder and Light", "Candy Gold", "Weeding" czy "Lonesome Place".
Po prawie godzinnym koncercie muzycy zeszli ze sceny, by dzięki aplauzowi publiczności szybko na nią wrócić i zagrać trzy kolejne utwory na pożegnanie. Był to niezwykły i piękny wieczór.