"
Aura" to wydawniczy debiut warszawskiego kwartetu wykonującego szeroko pojętą mieszankę post rocka i
drone metalu. Muzykę klimatyczną, która korzysta z optymalnej ilości środków wyrazu. Rzadko zdarza mi się słuchając płyty stwierdzić, iż jest ona na tyle dobra, iż nie usunął bym z niej żadnego utworu, fragmentu kompozycji czy chociażby partii jakiegoś instrumentu. Takie wrażenia towarzyszą mi już od dobrych kilku miesięcy w trakcie słuchania "
Aura". Muzykę zespołu określiłbym dodatkowo przymiotnikiem - "wizualizacyjna", bo w trakcie odsłuchiwania płyty przez głowę przeciętnego odbiorcy (w tym przypadku mnie) przechodzi szereg różnorakich (w większości niezbyt pozytywnych) obrazów zmieniających się wraz ze zmianą klimatu prezentowanej przez zespół muzyki. Swoją drogą mam wrażenie, iż kompozycje zawarte na "
Aura" świetnie sprawdziłyby się jako ścieżka dźwiękowa do filmu tym bardziej, iż zespół zdecydował się na tyleż oryginalny (w ramach naszego podwórka) co ryzykowny pomysł nie angażowania wokalisty. Ryzyko tym razem się opłaciło. Kunszt kompozytorski muzyków
Tides From Nebula pozwolił im tak zagospodarować 47 minut, by odbiorca się nie zanudził i nie odczuł braku wokalisty. Słuchać, że muzycy grupy świetnie opanowali sztukę klimatycznej żonglerki. Fragmenty spokojniejsze, w których gitary powolutku wprowadzają słuchacza w klimat lekko melancholijny, przerywane są momentami ciężkimi, przywracającymi słuchacza rzeczywistemu światu. Dodatkowym atutem kompozycji zawartych na "
Aura" jest ich niebanalna melodyka, dzięki której utwory na dłużej zapadają w pamięć.
Dodatkowo podkreślić należy, że "
Aura" udało się uniknąć "piętna" większości muzycznych debiutów. Muzycy nie próbowali zadowolić jak najszerszego grona odbiorców, skupili się na urzeczywistnieniu swojej muzycznej koncepcji i to na "
Aura" słychać. Recenzowany album stanowi jeden z najistotniejszych debiutów ostatnich lat na rodzimej scenie alternatywnej. Wprawdzie muzyka prezentowana przez
Tides From Nebula nie jest oryginalna i czerpie z dokonań zachodnich prekursorów gatunku (w szczególności Mogwai) jednak na polskim podwórku nie ma innych zespołów grających muzykę z tej samej szufladki muzycznej na równie wysokim poziomie. Mnie przekonali.