Samo wydarzenie nawet jak na Bazyla, który widział już nie jedno było dość nietuzinkowe. Był to jeden z tych mniejszych koncertów, na które warto się skusić, by czasem zobaczyć coś innego. Muzyka
The Proof nie jest z pewnością muzyką łatwą. Nic więc dziwnego, że na koncert przyszli głównie fani zespołu. Przypadkowa publiczność dość szybko stopniała podczas pierwszych dwóch utworów i wyraźnie było widać znajome spodziewane twarze.
Koncert zaczął się z niewielkim opóźnieniem. Cała publiczność już zdążyła się zebrać. Zespół dość poważnie traktuje swoje porównanie do japońskiego tańca. Wokalista Baton w odrealniającym i odczłowieczającym makijażu przystąpił do istnego dance macabre. Muzycy zaprezentowali głównie materiał ze swej najnowszej płyty "Galeria Złudzeń". Trzeba przyznać, że pod względem muzycznym było dość interesująco. Zespół nawiązuje do zamkniętego już rozdziału polskiej nowej fali - zespołów już nieistniejących jak Made in Poland czy też dogorywających jak Wieże Fabryk. Idąc na koncert można było poczuć się trochę jak w skansenie czy muzeum. Choć muzyka
The Proof nawiązuje do charakterystycznego nudnawego, nowofalowego zawodzenia można było tu znaleźć trochę nowości i eksperymentów z dźwiękiem.
Na szczególną uwagę rzeczywiście zasługuje gra sceniczna wokalisty, co sprawia, że mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem nie tylko audio, ale i wizualnym. Jak na Klub
u Bazyla udało się uzyskać całkiem przyzwoite brzmienie, a przyzwoita data pozwoliła na przyzwoite afterparty.