Muzyka
Job Karma i
Sieben jest trudna w odbiorze dlatego zaskoczyło mnie dość liczne grono zebrane w sali Małego Domu Kultury. Pierwsi na scenę wkroczyli muzycy
Job Karma, czyli Maciej Frett i Aureliusz Pisarzewski. W przypadku tej formacji nie może być mowy o zwykłym koncercie. Strona wizualna nie stanowiła tylko dodatku, ale była integralną częścią występu. Za część wizualną odpowiada Arkadiusz
Bagiński, co dla każdego znającego jego twórczość powinno być wystarczającą rekomendacją. Jako pierwszy wyświetlony został film, następnie wizualizacje animowane. Ich tematy były typowe dla projektu: pesymistyczne obserwacje dotyczące komercjalizacji życia, upadku wartości, samotność jednostki, dominacja techniki nad człowiekiem, a także relacje współczesnego człowieka z sacrum.
Jeden z utworów zagrali wraz muzykiem
Sieben. Szczególny występ wymagał większego skupienia, ale oferował za to przeżycia innego rodzaju niż na zwyczajnym koncercie. Sprzyjał temu klimat sali oraz oszczędne oświetlenie.
Następnie na scenie pojawił się Matt Howden. Trudno było uwierzyć, że to wszystko co słyszymy to dzieło jednego człowieka. Na żywo jego muzyka zabrzmiała jeszcze lepiej niż na albumach. Na scenie
Sieben dał z siebie wszystko, wykorzystywał całą możliwą przestrzeń, nawiązał kontakt z publicznością, grał z ogromną pasją. Ma on w Polsce coraz więcej fanów i sądzę, że mocno wpływają na to jego znakomite koncerty.
Większość osób zebranych w piątkowy wieczór w
Dragonie wydawała się być usatysfakcjonowana koncertem, świadczyć mogą o tym chociażby bisy, na które wywoływano Matta. Poznańscy fani mogli poczuć się tylko zawiedzeni brakiem nowego albumu
Sieben, którego to cały nakład przeznaczony na trasę został sprzedany wśród wrocławskich miłośników twórczości Matta Howdena.