Uważam, że „
Freefall” to niewątpliwie dobra płyta. Ta muzyka ma swój taki jakiś smutny i tajemniczy klimat, który potrafi wciągnąć. Na pewno można wgłębić się w te kawałki i je przeżywać. Zespół specjalizuje się w takim powolnym budowaniu napięcia. Sytuacja rozwija się ociężale i zmierza w stronę nieokreślonego rozwinięcia. Może nim być nagłe mocniejsze gitarowe uderzenie lub nieoczekiwane urwanie melodii i na przykład delikatny motyw na pianinie. Zresztą pianino pojawia się również w koincydencji z riffami gitarowymi. Znajdziemy tu też różne elektroniczne podkłady, raczej schowane na drugim planie. Całość to jednak przede wszystkim gitarowe granie.
Z drugiej strony muszę przyznać, że właśnie to granie jest dość proste, a momentami wręcz banalne. Jest w tej prostocie jakiś urok ale gdy słucham tej płyty to brakuje mi czegoś zaskakującego, czegoś co by mnie zachwyciło. Jakichś fajnych solówek, czegoś wyjątkowego. Wszystko jest jednostajne i do siebie dość podobne. Szczególnie w ogóle nie wyróżnia się perkusja, basu praktycznie nie słychać. Może przydałyby się jakieś wyraziste podkłady klawiszowe? A może po prostu brakuje jeszcze umiejętności, żeby zaczarować wirtuozerią tak jak można by oczekiwać po albumie instrumentalnym?
Ogólnie więc moja ocena całości jest pozytywna, szczególnie jak na debiut ale uważam, że przed zespołem jeszcze wiele pracy. Ważne, że podstawy są opanowane i
Blank Faces na pewno rokuje na przyszłość. Na razie mamy wydawnictwo na poziomie, ale bez rewelacji. Czy w przyszłości będzie lepiej? To się okaże.
Tracklista:
1. Intro
2. The End of the Beginning Marks the Beginning of the End
3. Anxious
4. Everything is Still Happening
5. Like Planets in Slow Motion
6. …
7.
FreefallWydawca:
Blank Faces (2011)