Bardzo ważne przed zabraniem się do lektury jest, by nie nastawiać się na szukanie w powieści wątków wiążących "
Dysk" ze "Światem
Dysku", gdyż może to zabrać urok całej książce. W większości krajów powieść wydana została pod oryginalnym tytułem „Strata”, u nas z oczywistych względów zdecydowano się ten tytuł zmienić. Pierwotne polskie wydanie nosiło tytuł „Warstwy wszechświata”, lecz potem najprawdopodobniej ze względów marketingowych zdecydowano się zmienić go na „
Dysk”. Trudno powiedzieć, który z tytułów jest bardziej trafny, jednak „
Dysk” zdecydowanie potrafi wprowadzić w błąd. „
Dysk” wraz z „Ciemna stroną słońca” należą do zupełnie innego cyklu łączącego w sobie
science fiction i
space opera. Jednak data powstania powieści może sugerować, iż zaistniałe w „
Dysku” pomysły kontynuowane zostały w słynnym cyklu Pratchetta. Z pewnością obie te serie łączy charakterystyczne dla pisarza odwieczne poszukiwanie odpowiedzi na pytania: „co było pierwsze we wszechświecie” i „skąd do cholery wziął się ten żółw”...
Kin Arad jest człowiekiem, inżynierem planetarnym w „kompanii” - największej firmie we wszechświecie produkującej planety. Kompania dokonuje tego dzięki urządzeniom „spindli”, prastarej, klaustrofobicznej cywilizacji obcych telepatów wymarłej ze wstydu dawno temu w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach. Celem „kompanii” jest tworzenie nowych światów dla ludzkości w liczbie wystarczającej, aby zapewnić przetrwanie całego gatunku. Po zdziesiątkowaniu ludności Ziemi przez epidemię jednorodności, ludzie zaczęli po prostu umierać z nudów. Wszystkie planety budowane przez „kompanię” tworzone są ze starannie preparowanych warstw zawierających fałszywe skamieniałości, nie do odróżnienia od prawdziwych. Czasami jednak, zaopatrzony w ułańską fantazję pracownik firmy próbuje umieścić w nich dla żartu nietypowe obiekty, takie jak odcisk buta w szkielecie plezjozaura, swoje inicjały w uskoku tektonicznym czy inne artefakty, chcąc przez to spowodować zamieszanie wśród przyszłych archeologów.
Kin oraz dwoje przedstawicieli ras obcych: wojowniczy Kung imieniem Marco, któremu wydaje się, że jest człowiekiem oraz niedźwiedziopodobna Silver, rasy Shand, zwerbowani zostają przez tajemniczego Jaga Jalo na niebezpieczną wyprawę. Jalo - człowiek, który ponad tysiąc lat wcześniej rozpoczął podróż relatywistyczną przy pomocy sondy „terminus” - dokonał oszałamiającego odkrycia - płaskiej planety, a ściśle rzecz biorąc – płaskiej Ziemi. Kin ma obawy, co do wyprawy, ale Silver i Marco widząc możliwości czerpania korzyści odkrycia nowych technologii decydują się na podróż. Po drodze statek ich ulega awarii i lądują w przedziwnym świecie. Obca planeta jest średniowieczną kopią Ziemi, nawet układ kontynentów odpowiada ziemskiemu z drobną różnicą - obcy świat jest płaski jak patelnia. Drużyna wyrusza w niebezpieczną podróż do centrum
dysku by dowiedzieć się czegoś o jego budowniczych. Po drodze przeżywają liczne przygody, spotykają dżiny, demony, latające dywany, smoki i inne legendarne twory. Dowiadują się przy okazji, dlaczego Rzym zbudował Romulus, a nie Remus, a także o kulcie tajemniczego Christosa.
Książka jest pełna typowego dla Pratchetta poczucia humoru, a jak wiadomo jest to główny powód, dla którego czyta się jego powieści. Autor nie stroni też od filozoficznych wywodów, oczywiście z charakterystycznym dla siebie puszczaniem oka do czytelnika. Znajomość innych części prozy autora nie jest wymagana. Do zrozumienia książki potrzebne jest jednak pewnie „obycie” z kanonem literatury klasycznej, nurtu SF i kultury masowej ostatnich czasów lekko powyżej średniej krajowej. Oznacza to, że jeżeli ktoś nie spędził ostatnich paru lat na bezludnej wyspie, będzie się dobrze bawił. Decydując się na „
Dysk” mamy gwarantowane dobre parę godzin rozrywki na najwyższym poziomie.