Przyzwoity film, nieprzyzwoity reżyser. Kilka dni temu - z racji tego, że na lekcjach języka polskiego
przerabiam obecnie dział "II Wojna Światowa" - zostałam poproszona o
obejrzenie fabularnego filmu z 2002 roku pt. "Pianista". Ponieważ
oglądam dzieła filmowe dosyć rzadko (wolę krótkie video clipy i
teledyski), po "zaliczeniu" niemal każdej produkcji pojawia się we mnie
potrzeba napisania recenzji lub przynajmniej krótkiego komentarza.
Pozwólcie więc, że podzielę się z Wami moimi wrażeniami po "oglądnięciu" filmowej biografii Władysława Szpilmana. Nie będę się
rozpisywać na temat problematyki utworu i elementów świata
przedstawionego, albowiem są one powszechnie znane.
Mroźny, śnieżny niedzielny wieczór. Warszawa skąpana w mieniącej się
światłami latarni bieli. Świat jakby odrealniony. Miasto trochę, jak z
innej bajki. Gwar podekscytowanych ludzi na chwilę przed zgaśnięciem
świateł. Sala kinowa w tradycyjnym, nieco klasycznym stylu, trochę jak
z innej bajki.
Wybaczcie, drodzy Czytelnicy, że nie mam dzisiaj ambicji, aby napisać
długi i szczegółowy tekst. Nawet, gdybym chciała to zrobić, moje
pragnienie nie miałoby najmniejszej szansy na realizację. Dlaczego? Bo
tego, co zobaczyłam dziś po południu, nie da się ani opowiedzieć, ani
wytłumaczyć w logiczno-racjonalny sposób. Jedyne, co mogę uczynić, to
rzucić szokujące hasło: "Faszyści na Marsie" ("Fascisti Su Marte").
Albowiem tak brzmi tytuł filmu, który było mi dane obejrzeć w ostatnim
czasie…
Myśliwy polujący na króliki odkrywa w lesie zmumifikowane ciało 40-letniego mężczyzny. Lekarze twierdzą, że zgon nastąpił około stu dni wcześniej. Zmarły prowadził dziennik, z którego możemy odtworzyć ostatnie dwa miesiące jego życia. Intrygujący i poruszający film Petera Liechtiego łamie tradycyjne konwencje filmu dokumentalnego. Oparty na noweli Shimady Masaihiko wymaga od widza świadomego odbioru, ale na poziomie emocjonalnym, a nie intelektualnym. Wkrótce na DarkPlanet do wygrania wejsciówki na pokaz filmu. (Więcej)
Jutro o godzinie 18:00 w Warszawie odbędzie się zamknięty pokaz filmu "Witajcie w Mroku". Pojawią się bohaterowie obrazu (w tym organizator Castle Party), reżyser oraz media. Dodatkowo wystąpi także zespół Deathcamp Project. Na imprezie oczywiście obecne będzie DarkPlanet.Pl. Wkrótce relacja na łamach naszego portalu. (Więcej)
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym co moglibyście zrobić
przez godzinę i piętnaście minut zamiast oglądać film? Bo ja właśnie to
przeżyłam podczas tej produkcji. Niestety, ale to był totalnie
zmarnowany czas. Mogłam w tym czasie umyć naczynia, albo poodkurzać gdyby nie to, że było już dość późno. (Więcej)
Wysłany przez: Wilkvreid Zaakceptowane przez: Void Wysłano:
„Lords Of Chaos”, osławiona książka Michaela Moynihana i
Didrika Soderlinda przybliżająca początki historii black metalu, historie
muzyków oraz wydarzenia, które stały się ich udziałem zostanie zekranizowana.
Będzie to film pełnometrażowy, nie tak jak wcześniej przypuszczano dokument.
Główną rolę, czyli postać Varga Vikernesa alias Burzum, zagra idol nastolatek
Jackson Rathbone znany m.in. z filmu „Zmierzch”, a reżyserią zajmie się
kontrowersyjny japończyk Sion Sono.
Nie jest to nowy obraz, właściwie przeszedł on bez większego oddźwięku zarówno wśród młodzieży (choć niewątpliwie ma pewne zadatki na tzw. „kultowość”), jak i wszelkiej maści moralizatorów. Teraz, za sprawą nominowania do Oscara grającej matkę głównej
bohaterki, Holly Hunter w kategorii aktorki drugoplanowej, z pewnością
sięgnie po niego nieco więcej osób.
Wampiry, wampiry - ileż to razy motyw Dzieci Nocy pojawiał się w
kinie? Istnieją niezliczone obrazy, które w różny sposób ukazywały
koncepcję wąpierza. Jeśli chcecie akulturacji, pożywienia na
wyższym poziomie niż to, co serwuje obecnie popkultura - zapraszam do
obejrzenia "Nadji" Michaela Almereydy, będącej wyszukanym daniem,
pieszczącym podniebienie. Jest to wyraźne zderzenie komercji z artyzmem.
Dużo jest filmów akcji z Van Damme'ami i innymi Seagalami ale filmy z
tymi panami budzą raczej uśmiech politowania niż emocje. Dlaczego o
nich wspomniałem? Dlatego, że grają zazwyczaj dobrych policjantów,
którzy chcą się zemścić na bandytach i oczywiście zawsze im to wychodzi.
Tak wygląda amerykańska sztuka kina. Opisywany tu "Dobermann", nie ma nic
wspólnego z tą żałosną menażerią - nie ma tu przypakowanych koksów
mówiących przygubionymi głosami, nie ma tu pospolitych przestępców i
policjantów.