Choć materiał pierwotnie wydano w 1989 roku, to już w 1992 roku doczekał się reedycji za sprawą Sony Music Enterteainment. Ponownie wydany album był wzbogacony o utwory pochodzące z dwóch EPek: "Headhunter" oraz "Never Stop!" wydanych w okolicach pierwszej wersji "
Front By Front", i to właśnie temu, po raz wtóry wydanemu krążkowi, będzie poświęcona ta recenzja.
Kolejny album formacji pozwala spekulować, że grupa zdając sobie sprawę z formy, jaką dysponują, chciała wykorzystać do cna swoje możliwości kompozytorskie zapychając kolejny CD-ek samymi hitami. Znów taneczny beat, wciąż dość prosty, lecz zaopatrzony w ciekawszą strukturę współgra z tłem kreowanym przez klawisze i
industrialne naleciałości w postaci wszelakich pogłosów czy efektów przywodzących na myśl wnętrza fabryk - jednym słowem wyśmienity
EBM, lecz ogólnie rzecz biorąc niezbyt odkrywczy. Choć w tym przypadku nie jest to żadną wadą.
Oczywiste jest, że skoro coś komuś naprawdę się udało, będzie swoją drogą nadal kroczył, świadom dobrze wykonanej roboty. I tak jest w tym przypadku. Utwory takie, jak "Until Death (Us Do Part)", "In Rythmus Bleiben" jak również kapitalny "Headhunter V3.0", to kolejne pozycje, które stały się ponadczasowymi hymnami wczesnego
EBMu, choć przyglądając się ich strukturze, nie są zbyt nowatorskie. Cóż z tego, skoro nie o strukturę a o przebojowość tu chodzi. Świetne melodie wpadające w ucho już od pierwszego razu no i ten wręcz wymuszający, choć drobne ruchy członków, rytm to mieszanka zdolna porwać do tańca, a przecież czy to techno-sieczka (z całym szacunkiem dla fanów techno) czy nieco bardziej ambitnie brzmiące
EBM wciąż chodzi o dobrą zabawę! Z uśmiechem na twarzy i bez zażenowania trzeba, więc przyznać - Fronci znów się spisali!
Troszkę inaczej rzecz się ma z bonusami na płycie, więc utworami pochodzącymi z dwóch wspomnianych już EPek. Choć z gruntu to wciąż dobrze wykonane utwory obdarzone świetnym brzmieniem, a pierwsze wersje czy to "Never Stop" czy "Headhunter" odzwierciedlają ducha wcześniejszych utworów, to pozostałe nagrania okazują się nieco bardziej zróżnicowane. I tak na przykład "Agony (Until Death)" śmiało można by okrzyknąć najbardziej
industrialnym kawałkiem na krążku. Jeśli zaś chodzi o "Work 242 N.Off Is N.Off" pół żartem pół serio mógłby uchodzić za utwór nawiązujący miejscami do dubstepu, choć to porównanie oczywiście jest trochę na wyrost. Zresztą ogólnie rzecz biorąc wszystkie piosenki dodatkowe wydają się być o wiele bardziej otwarte na eksperymenty, a co za tym idzie wyraźnie czuć od niech tchnienie psychodelii.
Podsumowując:
Front 242 znów zaprezentował album wysoce kompetentny do ubiegania się o zaszczytne miejsce w kanonie muzyki
EBM. Choć słownych przepychanek na temat wyższości "Official Version" nad "
Front By Front" i na odwrót może nie być końca, to moim skromnym zdaniem oba krążki stoją, na jeśli nie jednakowym to dość podobnym poziomie, co w obu przypadkach gwarantuje kawał dobrze wykonanej muzyki!
Tracklista: