Czym było odejście Brucea Dickinsona z Iron Maiden nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Było to jedno z największych, jeżeli nie największe odejście w historii metalu. Koło takiej straty nie przechodzi się obojętnie i dla zespołu nadszedł poważny moment próby. Czy wyszedł z niej zwycięsko? Różnie można na to patrzeć, moim zdaniem nie do końca. (Więcej)
Wysłany przez: WUJAS
Zaakceptowane przez: amorphous
Wysłano:
Obserwując rowzój zespołu można powiedzieć, że stacza się on po równi pochyłej. Początkowy zachwyt, zachłystywanie się techniką muzyków i wokalem Dickinsona było czymś oczywistym, ale patrząc na kolejne krążki zespołu trzeba powiedzieć, że zespół stał w miejscu, a nawet wykazywał regres. Już "Somewhere In Time" prezentowało się co najwyżej średnio, powszechnie zachwalany "Seventh Son Of The Seventh Son” w gruncie rzeczy był bardzo ugłaskany i nie miał pazura "Number Of The Beast" czy "Powerslave", a "No Prayer For The Dying" był bezbarwny. (Więcej)
Wysłany przez: Harlequin
Zaakceptowane przez: amorphous
Wysłano:
Poprzednia Następna