Po wampirach przychodzi teraz czas na Anioły. „Nefilim” to pierwsza część cyklu „Upadli” Thomasa E. Sniegoskiego. W centrum historii jest Aaron Corbet, osierocony chłopak wychowujący się u rodziców zastępczych, Toma i Lori Stanley. Życie Aarona toczy się zupełnie zwyczajnym torem – dom, szkoła, marzenia o studiach i karierze. Do tego od niedawna piękna dziewczyna, do której wcześniej nie miał nawet śmiałości się zbliżyć, zaczyna odwzajemniać jego zaloty. W przeddzień swoich osiemnastych urodzin Aaron doznaje wizji, w której zostaje mu ujawnione, iż należy do rasy Nefilimów – upadłych będących potomstwem aniołów i śmiertelnych kobiet. (Więcej)
Wysłany przez: amorphous Zaakceptowane przez: minawi Wysłano:
"Bo mnie tu nie ma cień, wiatr, szelest no i cisza.
Gdy został pył, brud, syf Tańczącego na Zgliszczach.
I was tu nie ma noc wciąż rozrywa poranek,
Gdy odszedł król, nicość, szczęście, rozczarowanie.
Ty tu nie przyjdziesz ból, zaraza, zgnilizna,
I nawet śmierć, życie, nic boją się do was przyznać. " (Więcej)
Nastała cisza, wkoło ani jednego żywego ducha. Przysiadła na
chwilę by odpocząć po trudach podróży. W końcu tutaj nikt nie może jej
nic zrobić. Tak, Ithina była bardzo pewna siebie i swych możliwości
więc zmierzała do miejsca zwanego Źródłem Zapomnienia by ujrzeć śmierć
Anioła. Od małego wszystko było jej wolno, rodzice dbali by nie
straciła danego jej przez Matkę daru. Ona jednak w głębi swej
zezwierzęconej duszy nie chciała czynić dobra jak robiło się to w jej
rodzinie od wieków. Pragnęła ujrzeć śmierć swego własnego Anioła Stróż,
opiekuńczego ducha, który nie zdołał upilnować jej przyszłości. Teraz
miała pragnienie, by skonał na jej oczach, by to ona swą obecnością
zadała mu ostateczny cios. Lecz jej największym problemem było to, że
nie wiedziała w którą stronę ma iść. Do tej pory kierowała nią ogromna
siła, jaką jest nienawiść; wskazywała podświadomie ścieżki, które
wiodły odpowiednio tak, by bez problemu dotrzeć do celu. Lecz teraz
nastała cisza... Delikatny szmer dochodzący zza
najbliższych drzew wprawił ją w zdumienie. Ithina uniosła więc suknię i
wolno ruszyła w tamtą stronę, która zdawała się jej nie stanowić
zagrożenia. Jej podświadomość zamilkła i już nic od dłuższego czasu nie
sugerowała więc ze spokojem przybliżyła się do najbliższych pni i
odgarnęła gałęzie. Na jej ustach zamarł krzyk przerażenia i rozpaczy.
Na mchu klęczał najpiękniejszy ze wszystkich mężczyzn i wolno nucił
pieśń. Nie krępowało go to, że był nagi, wręcz przeciwnie. Wstał i
podszedł do Ithiny-Witaj w moim królestwie Obdarzona. Zostałaś wezwana by dokonać mego żywota? –spytał nieznajomy -Nie
wiem nawet kim jesteś, nie mam do Ciebie żadnej sprawy. Nigdy w życiu
nie widziałam Cię na oczy więc jak mogłabym pragnąć Twej śmierci?
Przybywam z daleka w ważnej dla mnie i mej przyszłości sprawie oraz
poszukuję pewnego miejsca. Me imię brzmi Ithina.-Zatem...
witaj w mym świecie Ithino –rzekł mężczyzna odwracając się- i wędruj
wraz ze mną do Źródła Zapomnienia. Nic nie mów. Pora na mnie. Mnie zwą
Kash. Zdezorientowana kobieta mimowolnie i bezspornie
ruszyła za Kashem. Nawet nie próbowała się pytać kim on jest i po co na
nią czekał, gdyż tak to wyglądało. Z resztą, jaki to ma teraz sens...
Wsłuchiwała się w słowa pieśni wykonywanej w nieznanym jej języku i
podświadomie rozumiała ją i wszystko, co było tam zawarte; ból,
cierpienie ale i mnóstwo wiary w polepszenie tego świata. Czuła
obecność otaczających ich Duchów, śledzących każdy ich krok i
kierujących ich stopy na właściwe odcinki ścieżki. Wędrowali przez las,
pokonywali spienione wody rzek bez mostów, nie moczył ich deszcz ani
nie niepokoił mrok. Z każdą chwilą czuła jak przepełnia ją nienazwana
radość ale i bezpodstawny żal. Ithina spoglądał na postać Kasha idącą
przed nią i nie mogła oderwać oczu od tych silnych ramion, umięśnionych
pleców i pięknie rzeźbionych pośladków. Tylko dlaczego on jest nagi?-
zadawała sobie to pytanie bezustannie choć przeczuwała już odpowiedź i
bardzo z tego powodu się smuciła. Po wieczności zdającej
się trwać chwilę dotarli na miejsce przeznaczone im obojgu na całkowitą
odmianę. Nie byli sami. Zobaczyli wiele postaci sunących do wielkiej
fontanny rzeźbionej w taki sposób, iż widać było że nie jest dziełem
rąk ludzkich. Kaskady wody tworzyły niebiańskie tęcze otaczające wkoło
całą polanę oraz zraszając ją wodą. Wysokie drzewa tworzyły sklepienia,
z których to zwieszały się girlandy kamieni szlachetnych. -Przeczuwałaś lecz czy wiesz po co przybyliśmy tu naprawdę?
Dopiero teraz uświadomiła sobie, że Kash jest właśnie jej Aniołem. Na
myśl o tym, że mogłaby go stracić upadła i z łzami w oczach zaczęła
błagać go i wszystkie Duchy o przebaczenie. Już nie pragnęła służyć w
imieniu Nienazwanych. Już nie chciała niszczyć i sprowadzać cierpienia
na oblicza innych ludzi. Teraz pragnęła tylko jednego: ocalić Kasha i z
nim dokonać żywota w późnych dniach starości. Cóż z tego, że jest on
Aniołem, to się teraz nie liczyło. Ważne było tylko, by nie konał, nie
trwał w stanie pomiędzy światem ludzi i duchów i wiódł te pieśni tylko
dla nie słyszących uszu. Ona chciała słuchać, podjąć się wyzwania
wyrwania go ze szponów śmierci, choćby umrzeć za niego, zmienić się!
Była już zdecydowana...-Kash... ja... podjęłam decyzję.
Nie powstrzymasz mnie ani ty, ani sama śmierć ni Matka. Zabiorę cię
stąd, uchowam, nie pozwolę Ci tak odejść. Zrozumiałam me błędy poprzez
piękno tego świata, potężną pieśń rzek i wonne szepty lasów.
Niepotrzebnie zabijam anioły każdego dnia, tak jak i wszyscy ludzie.
Nasza podróż trwała tak krótko, nawet cię nie znam, lecz Matka trwa od
dziś w mym sercu. Chcę być jej godną córką, jej służyć i zasłużyć na
miano Obdarowanej. W pięknie tego świata zaklęta jest cała prawda o
trwaniu i istnieniu, już tylko nią chcę się kierować. Niech ludzie się
przebudzą za mą sprawą, za sprawą mych słów. Czy pomożesz mi nieść
posłannictwo życia na ziemi i opiekowania się naszą kochaną i z wolna
upadającą w niewolę Matką? Kash nic nie odpowiedział
tylko uśmiechnął się do Ithiny, spojrzał przez ramię na Źródło i kątem
oka wychwycił majestatyczną postać, która uśmiechnęła się i skinęła
głową. Spodziewał się takiego obrotu sprawy lecz było to tylko jego
mgliste marzenie. Teraz stało się rzeczywistością... Z radością w duchu
zrzucił ostatnie pióra z włosów i otoczył ramieniem nawróconą wybrankę.
Tak długo o tym marzył, nierealne stało się prawdą... Jako kolejny z
aniołów, którzy stali się śmiertelnymi przeszedł przez bramę prowadzącą
do realnego świata z Ithiną i obydwoje znaleźli się na Ziemi, nareszcie
szczęśliwi. Znaleźli swe powołanie... ***Matka
stała obok i uśmiechając się powołała do życia kolejnego anioła. W
końcu trzeba zasiewać na całym świecie miłość... jest jej coraz
mniej.... (Więcej)
Wysłany przez: Narea Zaakceptowane przez: amorphous Wysłano: