Przynależność gatunkową jest w zasadzie ciężko określić. Z jednej strony jest to bardzo ciemny, progressive post-metal z elementami wibrującego dźwięku syntezatorów i dużą dawką wstawek industrialnych, ale określenie takie może chyba jeszcze bardziej zaciemniać obraz. Dźwięk jest tu celowo zdegradowany, brzmi jak czysto nagrany, jednak poturbowany po fakcie.
Początkowo apodyktyczna i uciążliwa kakofonia nie pozwala usłyszeć głębszych zawiłości, co szczególnie daje się we znaki pod koniec "Through The Eyes Of The Maninkari” i zmusza do kilkukrotnego przesłuchania. Nie mamy tu czystego growla, wokal dodatkowo zniekształcony jest cyfrowo. Muzyka jest bardzo emocjonalna i choć ciężko cokolwiek w dzisiejszych czasach nazwać szokującym, można odbierać ją, jako sugestywne i łamiące kanony dzieło sztuki współczesnej. Chociaż album jest ostatecznie metalowy w swej istocie, to połączenie gitar i koszmarnych elektronicznych tekstur bardzo sugeruje jego
dark ambientowy klimat, gdzie charakterystyczne drony zastępuje zniekształcony bas i werble. Mimo, iż płyta jest arytmiczna, rytm odgrywa tu istotną rolę, choć często bębny są prawie całkowicie wymazane przez połamaną gitarę. Choć muzyka jest podobno wędrówką przez umysł frontmana formacji, okładka, tytuł i ogólnie całość przypomina mi klimat filmu „Donnie Darko” - płyta mogłaby być do niego soundtrackiem.
Tracklist:
01. The Teranbos Prayer
02. Probing The Abyss
03. The Mourning Stars
04. The Arc Of Descent
05. Guiding The Mist / Terraforming
06. Through The Eyes Of The Maninkari
Wydawca: Trust No One Recordings (2011)