Impreza zaczęła się punktualnie i tak też przybyliśmy. Na początku
trzeba było jakoś przeżyć zespół Rachel. Zespół gra w klimatach około Sistersowych, co może spodobałoby się fanom tej kultowej kapeli.
Trochę jednak było statycznie i niedomagał wokal. Z pewnością mógłby
być lepiej nagłośniony, ale i lepszy też. Band zaprezentował ze swego
repertuaru utwory: "A Good Day For Dying", "Juditha No Pain No Game", "Black Lizard Tongue", "Asian Girl", "Something Something", "As Pretty
As The Drugs" oraz cover Type O' Negative - "My Girlfriend's
Girlfriend", który pewnie byłby w stanie rozruszać widownię gdyby był trochę żywiej
zagrany.
Kolejnym zespołem wspierającym imprezę był znany szerszej publiczności warszawski At The Lake. Ze wstydem przyznaję, że była
to dla mnie pierwsza okazja by posłuchać na żywo zespołu, który był
wielokrotnie opisywany na naszych łamach. Zespół gra muzykę z
pogranicza rocka i muzyki "dawnej". Mamy tam typowo gotycki wokal oraz
skrzypce. Dla miłośników tego typu muzyki to z pewnością gratka.
Kompozycje zespołu są bardzo zróżnicowane. Na ostatniej płycie,
sygnowanej nazwą zespołu "At The Lake" możemy znaleźć zarówno liryczne
ballady (nie pozbawione jednak metalowego pazura) jak i bardziej
agresywne brzmienia. Sekstet zaprezentował kilka utworów, z których
rozpoznaję już "Silvae". Pojawiły się między innymi z nowej płyty "Wolf's Hart", "Last Drop Of The Waterfall", "Decision", "White Angels"
oraz instrumentalny "Arrow Of Oblivion".
W końcu na scenie pojawił się
Whispers In The Shadow. Muzyka czasami
zagniewana, czasami smutna z głębokimi bębnami i psychodelicznymi
dźwiękami klawiszy. Ponad tym wszystkim góruje drżący z emocji głos
Ashley'a. Wokalista wystąpił w nietoperzowej kreacji, dając z siebie
wszystko. Zespół zaprezentował głównie utwory z nowo promowanej płyty
takie jak "The Arrival", "Neither Neither", "Killing Time", "Damned
Nation", "Babylon Rising", "Confessions", "The Last Time". Pojawiły się
też starsze utwory: "Pandora's Calling", "Nothing Stays Forever", "A
Taste Of Decay", "Can You Hear Me". Teksty Ashley'a inspirowane są
często twórczością Philipa K. Dicka, George Orwella czy Franza Kafki
jednak głównie samym życiem, zarówno jasnymi, jak i mrocznymi jego
stronami. Świetna jest też gra aktorska Ashley'a Dayour. Dzięki niej
wokaliście udaje się doskonale utrzymywać kontakt z publicznością.
Na afterparty nie mogłem niestety zostać jednak patrząc po frekwencji
nie sadzę by się odbyło. Impreza była świetna, choć po ilości ludzi widać
było, iż zespół w Polsce nie ma jeszcze zbyt wielu fanów. Po
warszawskim koncercie miejmy nadzieję się to zmieni.