W każdym razie poznański klub
Blue Note był wypełniony po brzegi. Kwartet z charyzmatyczną i młodziutką wokalistą na czele pojawił się na scenie bez większego opóźnienia. Od razu zaserwowali publice mix elektroniki,
electro,
popu i rock’n’rolla. CzÅ‚onkowie
Bloodgroup to sami młodzi i atrakcyjni ludzie, więc dużym zdziwieniem nie był fakt, że wśród uczestników koncertu większość stanowiły dziewczyny, których średnia wieku nie przekraczała 18 lat. Zespół zaczął powoli i nieśmiało, z utworu na utwór coraz bardziej się rozkręcał, jednak nie musieli specjalnie przekonywać do siebie publiczności, która ich kawałki świetnie znała i razem wyśpiewywała je chórem.
Muzycy skupili siÄ™ głównie na materiale z ostatniej pÅ‚yty, zatytuÅ‚owanej „Dry land”, jednak nie zabrakÅ‚o oczywiÅ›cie starszych kawaÅ‚ków. UsÅ‚yszeliÅ›my miÄ™dzy innymi: „This heart”, „My arms”, „How do we know”, „Pro choice” czy „Red Egypt”.
Bloodgroup podkręcał atmosferę zarówno energetycznymi i połamanymi, jak i hipnotyzującymi oraz zimnymi dźwiękami. Był to niezwykle żywiołowy i interesujący koncert, którego jedynym minusem były tylko od czasu do czasu kwiczące do ucha nastolatki. Muzycy nie zwalniali tempa i po raz kolejny zaprezentowali do czego są zdolni podczas koncertu.
Warto było zobaczyć
Bloodgroup w akcji, jednak dla mnie była to raczej ciekawostka niż wielkie odkrycie. Jedno trzeba im przyznać - wiedzą, jak rozkręcić niezłą
imprezÄ™.