Ulubione wiersze, ulubieni poeci - strona 135

Help
Forum : Poezja
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 Następna
Quint
Primogen
Quint
Posty: 2
Warszawa/Lublin

2011-06-20 16:47:35
Końcówka "Płonącej żyrafy" Grochowiaka:

Bo życie
Znaczy:
Kupować mięso Ćwiartować mięso
Zabijać mięso Uwielbiać mięso
Zapładniać mięso Przeklinać mięso
Nauczać mięso i grzebać mięso
I robić z mięsa I myśleć z mięsem
I w imię mięsa Na przekór mięsu
Dla jutra mięsa Dla zguby mięsa
Szczególnie szczególnie w obronie mięsa
A ONO SIĘ PALI
Nie trwa
Nie stygnie
Nie przetrwa i w soli
Opada
I gnije
Odpada
I boli
Tak
To jest coś


Czy na tym zacnym skądinąd forum jest jakiś wątek powitalny? Bo jeśli nie ma, to witam się tutaj. Cześć.

Slaugter
Primogen
Slaugter
Posty: 64
Suwałki

2011-07-02 17:52:24
Jan Andrzej Morsztyn "Do Trupa"

Leżysz zabity i jam też zabity,
Ty – strzałą śmierci, ja – strzałą miłości,
Ty krwie, ja w sobie nie mam rumianości,
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty.

Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,
Jam zawarł zmysły w okropnej ciemności,
Ty masz związane ręce, ja, wolności
Zbywszy, mam rozum łańcuchem powity.

Ty jednak milczysz, a mój język kwili,
Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,
Tyś jak lód, a jam w piekielnej śrzeżodze.

Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,
Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem
Wiecznym mych ogniów, rozsypać popiołem.
„Nie ma kobiet nie do zdobycia, są tylko mężczyźni do dupy”

Pantherinae
Matuzalem
Pantherinae
Posty: 145
Wrocław

2011-07-02 20:33:14
Tadeusz Miciński - "W mroku gwiazd"

Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,

lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -

ja w mrokach gór zapalam czerwień zorzy

iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.

Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy

jak pył pustyni w zwiewną piramidę -

ja piorun burz - a od grobowca cichszy

mogił swych kryję trupiość i ohydę.

Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą

jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -

jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach

idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.

Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -

i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga.

* * *

W mym sercu baśni o jutrzence

i fantastyczne kwiaty szronu ;

w mym sercu jakby echo dzwonu ;

w mym sercu zakrwawione ręce

grają na strunach miesiąca

odwieczny ciemny

hymn.

Schodzę w labirynt podziemny -

u stóp mych morze się roztrąca.

* * *

Wampir



Modlą się duchy ciemnych wód -

modli się serce krwawe.

W wnętrznościach mogił szlocha lud

i szlocha serce krwawe.

Armat spiżowych tętni grzmot

i tętni serce krwawe.

Bagnety pełzną pijanych rot

i pełznie serce krwawe.

Zadrgały bruki rżniętych miast -

zadrgało serce krwawe.

Wampiry gaszą wieczność gwiazd

i gaszą serce krwawe.

Zhańbione ciała - pusty dwór -

zhańbione serce krwawe.

Wtem tryumfalnie zapiał kur -

i pękło serce krwawe. "

* * *

Stanąć tak nad morzem

z chmur kłębami na dnie

i w głąb niemą rzucać

jarzące klejnoty ...

I pod jej pałacem

oprzeć skroń na murach

i wyrzec się - wyrzec

duszy swej na wieki ...

I żagiel rozwinąć,

kiedy burza wyje

i mknąć ponad góry

i spadać - i płynąć ...

* * *

Wśród czarnych mórz

ogień w rubinie -

widzę w głębinie

Śniącą o wędrówce dusz.

Migocą żarze

na grobowcach gór -

płonęły nam twarze

miłością znad chmur.

Słońce z gór wezgłowia

kładło cień po cieniu -

wśród ludzkiego mrowia

zostałem w milczeniu.

Ach, dobrze - już mrok -

na chmurach popioły -

widzę Boga wzrok -

gdy strącił Anioły.

* * *

O nocy cicha, nocy błękitna

u stóp Twych leżę, całując Cię -

warkoczy Twoich gąszcz aksamitna

po wzgórzach gwiezdnych w niebo się pnie.

Srebrzą się stawy, szumią potoki

i tylko serce w płomieniu burz -

idę w puszcz leśnych ciemne wyroki -

nocy błękitna - żegnam Cię już.

* * *

Noc - kryształ czarny. Iskrzą się gwiazdy nad borem.

Jeszcze mam obraz Twój w sercu mem smutnem i chorem.

Pociąg mię niesie w dal ku morzom, gdzie wszystko utonie -

i wtedy pójdę ku wam, o gwiazd plejado, Orionie !

* * *

Na maszcie moim Wega się żarzy -

a na dnie zimna puszcza korali -

fala wyjąca dziko się żali,

jak widmo tęskne umarłej twarzy.

* * *

Nokturn

Las płaczących brzóz

śniegiem osypany,

pościnał mi mróz

moje tulipany.

Leży u mych stóp

konająca mewa -

patrzą na jej trup

zamyślone drzewa.

Śniegiem zmywam krew,

lecz jej nic nie zgłuszy -

słyszę dziwny śpiew

w czarnym zamku duszy.

* * *

Oto mej duszy świątynia - z czarnych, jak miłość, marmurów,

gdziem lud spiżowych posągów zaklął nad głębią rozpaczy.

Niech wicher morski gra, niech strąca lwów - Poskramiaczy

w płynny wulkanów żar - w ogniowy pałac Ahurów.

Tu napowietrzny most z bolesnych krwawych stygmatów

między górami na morzu, jakoby nici pajęcze -

i tu Cię będę niósł, jak chmura porwaną tęczę,

na ten najwyższy cypl - w zorzy polarnej dwóch światów.

I Tobie oddam regiony, co w skalnych zboczach mej duszy,

jak ametysty lśnią : sny prerie : sny jak miesiąc w borze,

i tę ścieżynę modlitwy, którą szedł Chrystus raz w mroku.

A dla mnie to bezbrzeżne kraterów gasnących morze,

upiory świateł, wieczność, której już nic nie poruszy -

chyba ten Bóg - co przyszedł mię potępić - w Twoim wzroku.

* * *

Zahuczał wicher - wicher jesienny

nad moim sercem - sercem tułaczem -

i Anioł senny - Anioł Gehenny

już mnie powitał - powitał płaczem.

* * *

Nade mną leci w szafir morza

obłok, pojony mlekiem gór -

nade mną śpiewa ptaków chór -

motyl, kochanek lilij łoża...

A ja pod mrokiem łzy - kamienia

sączę swój ciemny jad -

lecz śmiać się będę z przerażenia

tego, kto zerwie kwiat.

* * *

Migocą złote pomarańcze

w odludnym czarnym salonie -

Ty upiór - rządzisz na tronie -

z miesiącem wchodzę ja - i tańczę.

Splecione kobry nad róż misą

nurzają jady w kryształ czarek -

wśród maurytańskich kolumn Wareg

mieczem wskazuje tam gdzie lwy są.

Miłosne krwawe pomarańcze

w letargu śniącej czarnej Diany -

o jęku, tylko raz słyszany !

Z miesiącem wszedłem tu i tańczę.


Jerzy Liebert

* * *

Bliżej smutku, daleki już jestem od złości,
Od nadziei, co krzepi, od żądzy, co burzy,
Współczucie Twe mi obce, Twa dobroć mnie nuży:
Dwa okruchy łaskawe ze stołu miłości.

Patrzę w jutro bez gniewu, w dzień przeszły w zadumie,
Dzisiaj spojrzałem w miłość i zabiłem trwogę,
I odtąd w głębię serca wpatrywać się mogę -
Twego, co kochać nie chce, mego, co nie umie.



Kazimierz Wierzyński

Gniew

Czemu zgubiłem się w drobiazgu.
Ślęczę nad jakąś w palcu drzazgą
Jak gdybym tylko tyle czuł,
A mnie przez kości w twardą ziemię
Wbiło zawzięte moje plemię
Ojczysty, osikowy kół.

Tyle że trwam. Trwam jak przybity,
W gardło mi wleją okowity
Albo mi chlusną wodą w twarz,
Bym nie omdlewał, ledwie dyszał,
Abym cię, ziemio, słyszał, pytał
Co ty w zanadrzu jeszcze masz.

A ty masz góry kute w ogniu,
Karpacką sosnę, sarny pod nią,
Po mokrej łące olchy biegną,
W środku na jednej nodze czapla,
Wieczór się pyli, mgła się skrapla,
Mnie wszystko jedno.

Mnie tylko ten bestialski kół
Abym omdlewał, ledwie czuł
Jak dogorywa się w rozbiciu,
Mnie tylko żar zawzięty, gniew,
Nie żadna miłość, twardy gniew,
I to mnie trzyma przy życiu.
Gdy ktoś wskutek swego karygodnego zachowania praktycznie prosi się o to, aby zostać zniszczony, twoim uczciwym moralnym obowiązkiem jest pomóc mu w zaspokojeniu tego życzenia.
Ostatnio zmieniany: 2011-07-05 11:16:35

szarl
Matuzalem
szarl
Posty: 583


2011-07-10 15:55:28
Hmm... No tak

Miłosz
Który skrzywdziłeś

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się kłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze dzień jeden przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świat zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.
“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”

KostucH
Moderator
KostucH
Posty: 6522
Wrocław...

2011-07-10 16:50:26
Jakże mi tego utworu w pamięci brakowało! Tytuł znajomy się wydał ale treści z początku nie poznałem. Dopiero na końcówce przypomniałem sobie głos polonistki i w pamięci wyrecytowałem. Dziękuję Szarl, dziękuję za odświeżenie :)
"God makes me a cannibal to fix problems like you."

szarl
Matuzalem
szarl
Posty: 583


2011-07-10 17:17:16
Też bardzo go lubię
“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”

hiphopmaniak97
Primogen
hiphopmaniak97
Posty: 6
Tomaszów Maz...

2011-07-16 23:01:19 Ja wole
Ja tam wolę Juliana Tuwima bo w tych ostatnich daje równo jedzie po systemie i po ludziach co się lapią i zazdroszczą xD
Nie płacz... Jutro będzie gorzej ;)

oczy_slonca
Bicz
oczy_slonca
Posty: 1


2011-07-17 16:42:53
pił wino przez całą noc w noc
28-ego i wciąż o niej myślał:
o tym jak chodziła i mówiła i kochała się
o tym jak opowiadała mu o rzeczach które wydawały się
prawdziwe a było odwrotnie, i znał kolor jej każdej
sukienki
i jej butów - znał kształt i wysokość
każdego obcasa
podobnie nogi ułożonej w bucie.

i znów jej nie było kiedy przyszedł do domu, i
znów wróciłaby z dziwnym zapachem na sobie,
i tak był
oprzyszła o 3 nad ranem
brudna jak prosie ryjące w gnoju
i
wyciągnął rzeźniczy nóz
i ona krzyknęła
cofając się do ściany pokoju
wciąż jakoś ładna
pomimo smrodu jej miłości
i on dokończył szklankę wina.
ta żółta sukienka
jego ulubiona
i ona znów krzyknęła.
i podniósł nóż
i odpiął pasek
i zerwał z siebie przed nią ubranie
i odciął sobie jaja.

niósł je w dłoniach
jak morele
i spuścił je do
klozetu
i ona dalej wrzeszczała
kiedy w pokoju zrobiło się czerwono
i usiadł trzymając 3 ręczniki
między nogami
mając gdzieś czy odejdzie czy
zostanie
czy nosi na sobie żółtą czy zieloną czy
też żadną.
i jedną ręką trzymając i drugą
podniósł i polał sobie
kolejną szklankę wina.

autor: Charles Bukowski
przełożył: Jacek Szafranowicz
życie - opowieść idioty

Pantherinae
Matuzalem
Pantherinae
Posty: 145
Wrocław

2011-08-03 13:45:49
Alfred Lord Tennyson

Szarża Lekkiej Brygady

* * *

Galopem, galopem.
Galopem...
Nieś się!
Hej po dolinie śmierci
Jedzie ich sześćset.
„o szarży!" - rozkaz brzmiał-
„Lekka Brygado, w cwał!"
Oto w dolinę śmierci
Zjeżdża ich sześćset.
„Brygado Lekka, w cwał!"
Czy który zbladł lub drżał?
Że wodza błąd tu był
Wiedzieli jeźdźce.
Nie im - komendy prym,
Badać, co? jak? - nie im,
Ich rzecz - iść w bitew dym.
W czarną dolinę śmierci
Wjechało sześćset.
Na prawo - ogień dział
Na lewo - ogień dział,
Naprzeciw - ogień dział
Grzmi, pluje, zmieść chce!
Poprzez granatów grad,
Mężnie, przy bracie brat,
W rozwarty śmierci pysk,
W gardło piekielnych krat
Pędzi tych sześćset!
Ognistych szabel huf
Zalśnił, wzniósł się, i znów
Runął na armię luf,
Rąbiąc baterie, aż
Świat zamarł w geście.
Pędzą przez dym i żar,
Łamią front wrażych chmar;
Kozak i Ruski, w łeb
Rażony szablą, marł,
Padał w ucieczce.
Wraca Brygada - lecz
Już ich nie sześćset!
Naprawo - ogień dział,
Na lewo ogień dział,
Za nimi - ogień dział
Grzmi, wali, zgnieść chce;
Przez ten granatów grad
Niejeden jeździec padł.
Żołnierz, w chwata chwat!
Widzieli śmierci pysk,
Z gardła piekielnych krat
Wracają! - może stu?
A było sześćset...
Uderzcie w mosiądz surm!
Ta szarża - to był szturm!
Świat zamarł w geście.
Grzmij chwałę wielkich spraw!
Lekką Brygadę sław!
Rycerzy sześćset!
Gdy ktoś wskutek swego karygodnego zachowania praktycznie prosi się o to, aby zostać zniszczony, twoim uczciwym moralnym obowiązkiem jest pomóc mu w zaspokojeniu tego życzenia.

szarl
Matuzalem
szarl
Posty: 583


2012-03-09 18:35:14
Herbert
Dlaczego klasycy
1
w księdze czwartej Wojny Peloponeskiej
Tukidydes opowiada dzieje swej nieudanej wyprawy

pośród długich mów wodzów
bitew oblężeń zarazy
gęstej sieci intryg
dyplomatycznych zabiegów
epizod ten jest jak szpilka
w lesie

kolonia ateńska Amfipolis
wpadła w ręce Brazydasa
ponieważ Tukidydes spóźnił się z odsieczą

zapłacił za to rodzinnemu miastu
dozgonnym wygnaniem

exulowie wszystkich czasów
wiedzą jaka to cena

2
generałowie ostatnich wojen
jeśli zdarzy się podobna afera
skomlą na kolanach przed potomnością
zachwalają swoje bohaterstwo
i niewinność

oskarżają podwładnych
zawistnych kolegów
nieprzyjazne wiatry

Tucydydes mówi tylko
że miał siedem okrętów
była zima
i płynął szybko

3
jeśli tematem sztuki
będzie dzbanek rozbity
mała rozbita dusza
z wielkim żalem nad sobą

to co po nas zostanie
będzie jak płacz kochanków
w małym brudnym hotelu
kiedy świtają tapety

I dla kontrastu, też Herbert, ale tym razem jako tłumacz

Trakl

Śpiew pojmanego kosa

Ciemny oddech w zielonych gałęziach.
Małe niebieskie kwiaty fruwają wokół oblicza
Samotnego, złotym tupotem
Zamierają pod drzewem oliwnym.
Na pijanych skrzydłach pierzcha noc.
Jak wolno krwawi uległość,
Powolne kapanie rosy z kwitnącego ciernia.
Litości promieniste ramiona
Obejmują rozbite serce.
“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”

_ASCII_
Bicz
_ASCII_
Posty: 6
Poznań / Toruń

2012-03-13 21:50:30
Ani mię zgnębią zórz krwawe zawiście,
Ni złote groźby słonecznej potęgi!
Grzbiet mój w złość słońcu czerni się plamiście
W przeciwsłoneczne, przeciwzłote pręgi!...

Gotowam słońce rozszarpać na ćwierci!
Na ziemi - ryk mój, milczenie me - w niebie...
Z nieznanych światów czaję się na ciebie
Ja - rozpląsana dookoła śmierci!

Przeciwzłocącą się - porwij w ramiona,
Bym z ciebie życia wydarła niemoce,
Bym czuła nozdrzem ten szał, że ktoś kona
W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!

W róże mię uwieńcz, w zmierzch winnicy prowadź,
W pałaców głębie - na marmur i kwiaty,
Gdzie win purpura i śmiechu szkarłaty
Chcą falę życia do dna rozfalować!

Wśród dziewcząt - jedna jest tylko w żałobie,
Niepewna losu... zapatrzona w cienie...
Jej ciało - biały sen o samej sobie,
Tym snem objęta - czeka na skinienie.

Rzuć ją w mą żądzę, w puchy mego łona,
Na okamgnienie - nie na długie noce,
bym nozdrzem czuła szał, że miłość kona
W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!...

Ten, kto mię stworzył dla krwi i pieszczoty,
Dał mi skok zwinny, co w śmierć mię przerzuca,
Kły moje wygiął w kształt własnej tęsknoty
I własnym rykiem natężył me płuca!

On we mnie ryczy, szaleje zbłąkany
W moich żył sieci i kości gęstwinie!
Raniąc mię, sobie zadaje te rany,
Które mi w gniewu przeznaczył godzinie!

Bolesław Leśmian - Pantera

On razem ze mną hen - w dzikim ostępie
Z wiecznym się głodem w zapasach szamocze,
A ja z nim wspólnie zmorę życia tępię,
I z nim się wspólnie słońcu przeciwzłocę!

Kimkolwiek jesteś - czy Lwem niewidzialnym,
Czy wszechobecnym raczej Jaguarem -
Węszę Twe tropy w błękicie upalnym
I kuszę ciała wonnego wyparem!...

Wyjdź na swe żery z jaskini lazurów!
Otom - gotowa!... śnij uczty weselne!
Chcę być radością dla twoich pazurów,
Chcę krwią upoić twe kły nieśmiertelne -

I chcę cię zdradzić, gdy przywrzesz do łona,
Pokąsać w strzępy twą wieczność, twe moce,
By chłonąć nozdrzem ten szał, że Bóg kona
W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!
☺☻☺☺    ♫♫♪    ☺☻☺☺☺ ♫♪♫♫     ☻☻☺☻☺  ♫♪♫♫ ☻☺

szarl
Matuzalem
szarl
Posty: 583


2012-04-21 22:38:30
Wiersze zajebistego poety Marcina Świetlickiego

Piekło
Piekło,
piekło,
przestało. Grube skóry, groby
gadające. A wschód
słońca w południe następuje, kiedy
samotnie zamówiwszy wódkę i drożdżówkę
w "Zwisie", w którym pracuje pani, co nas lubi,
palimy sobie papierosa. Podstawowy zestaw,
wywołujący wschód słońca oraz nową miłość
do niewiadomoczego, na nic konkretnego
nas nie stać i nie będzie nas stać, a za chwilę
nie będziemy tu stali, pan tu stał, a teraz
nie stoi, poszedł. Piekło i przestało.

Pułapka
Śnieg. Deszcz.
Psy osaczają.
Rozpoznaję niektóre z nich.

Przecieki
Rowerzyści na nocnej ścieżce mijający mnie i
rozpoznający mnie, przeze mnie nie są rozpoznani,
odjeżdżają i nigdy pewnie się nie dowiem,
tak jak nie dowiem się o
i o.

Był ktoś i pytał o ciebie, kto? nie jestem w stanie
ci opisać, nawet płci, ktoś był, nie zostawił
wiadomości.

Wyszedłem rano, wsiadłem i jechałem.
Gdzieś jest to drzewo.

Państwo von Kleist
Tak. A ponadto donosimy, że
leżymy zastrzeleni - i jeszcze w tej chwili
można nas tu odnaleźć. Bardzo staromodnie
leżymy - przytuleni, a trawy zwyczajnie
ruszają się - i drzewa, bo wszystko jest w ruchu:
państwowe trawy i państwowe drzewa,
nawet i nasze ciała, wyjątkowo martwe
(gdyby popatrzeć na nie z pewnej odległości,
jak pewnie to uczynisz, widać że falują,
w tę samą stronę co wszelka natura,
wiatr jest po prostu). List ci
przyniosą we śnie. Otwieraj go wolno.
Wszystko należy robić cicho i powoli,
ponieważ miłość jednak jest. Tak.

“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 Następna
Forum : Poezja