perypetie mieszkania na stancji - strona 15

Help
Forum : Śmietnik
1 | 2 Następna
minawi
Redaktor
minawi
Posty: 6104
Poznań / Iław...

2007-05-22 14:29:08
LadyWitch Napisał:


minawi Napisał:
Najlepiej poszukać normalnego mieszkania w bloku, gdzie nie ma piecyków.

no własnie że te 'normalne mieszkania w bloku' zazwyczaj są zaopatrzona właśnie w gazowe piecyki.


Wtych srpzed lat 70 zapewne tak, ale pozniejsze rzadko, bynajmniej tu w Poznaniu (albo moze pozamieniali? nie wiem). ja tylko raz mialam piecyk gazowy ktory szybko zamienilismy na bojler elektr. , ale to nie był blok tylko plomba pomeidzy kamienicami w centrum miasta (nota bene fajne mieszkanko :twisted: ). a przez reszte mojego studenckiego zycia ani razu na piecyk nie natrafilam, bo po prostu wybeiram mieszkania bez piecykow :P lubie miec zawsze cieplą wode, w kazdej chwili, a z piecykami to wiadomo jak to bywa.

no ale to nie mial byc temat o piecykach, nie? :wink:
Make Foch Not War

Am
Bicz
Am
Posty: 155


2007-05-22 15:42:38
minawi Napisał:

no ale to nie mial byc temat o piecykach, nie? :wink:


nom, nie o piecykach

ale czasami nie da sie wybrac czegos co nam odpowiada. bo jesli cos znajde, co mi sie podoba od pierwszego wejrzenia, to albo mieszkancom sie nie spodobam, albo uprzedzi mnie, ktos, kto juz wczesniej to ogladal :/ i zeby to bylo raz, a tak bywalo kilka razy. co ze mna jest, ze nie wywieram na ludziach dobrego wrazenia przy pierwszym spotkaniu?

Vincent
Bicz
Vincent
Posty: 286


2007-05-22 23:05:23
Am Napisał:
jedyny mankament jest taki, ze jak sie wszyscy rzuca do kapania, to ostatniej osobie moze nic nie zostac z cieplej wody, hyhyx

Dla skutecznego i bezbolsensego rozwiazania takich malych sporow nosi sie ze soba talie kart do gry :D

Paskievicz
Anciliae
Paskievicz
Posty: 3332
Aureus Mons

2007-06-26 15:24:58
Am Napisał:
LadyWitch Napisał:
krax Napisał:
Jedyne czego naprawde nie znoszę to piecyki gazowe.

coś o tym wiem. przez taki piecyk wylądowałam na oiom-ie na toksykologii. od tego czasu mam poważny uraz do gazowych piecyków. no i mam dylemat. od października wynoszę się na stancję, tylko... ciekawe, gdzie znajdę mieszkanie gdzie zamiast piecyka będzie elektryczny boiler... :roll: bo w takich warunkach kąpiel przy otwartych drzwiach raczej nie wchodzi w rachubę... :twisted:


bojlerow nie trzeba sie bac. jedyny mankament jest taki, ze jak sie wszyscy rzuca do kapania, to ostatniej osobie moze nic nie zostac z cieplej wody, hyhyx


to zależy od boilera, sam jest szczęśliwym użytkownikiem 120 litrowego boilera z podwójną wężownicą i powiedzieć mogę tylko - luxus 8)

a piecyki gazowe rzeczywiście zasówają waflem ... i gazem :idea: nie polecam
Gdy palec wskazuje niebo, tylko głupiec patrzy na palec.

Schweigende
Moderator
Schweigende
Posty: 1731


2007-06-26 17:13:04
nieoceniony Pan Paskievicz Napisał:
a piecyki gazowe rzeczywiście z a só w a j ą w a f l e m ... i gazem :idea: nie polecam


tęskniłam za tym !!! :lol: :lol: :lol: :twisted:

Paskievicz
Anciliae
Paskievicz
Posty: 3332
Aureus Mons

2007-06-26 20:39:47
może dawno cie nikt waflem nie zasunął 8) heheh
Gdy palec wskazuje niebo, tylko głupiec patrzy na palec.

Schweigende
Moderator
Schweigende
Posty: 1731


2007-06-26 21:12:05
jeśli wafel to to, co myślę, to owszem :P

ale Paskievicz :!: :!: :!: jak mogłeś napisać "zasunął" przez "u" :?: :?: :?: psujesz zabawę :twisted:

Paskievicz
Anciliae
Paskievicz
Posty: 3332
Aureus Mons

2007-06-26 22:37:41
przynajmniej tutaj jesteś szczera

psuję zabawę - dokładnie, to takie moje malutkie hobby 8)
Gdy palec wskazuje niebo, tylko głupiec patrzy na palec.

Schweigende
Moderator
Schweigende
Posty: 1731


2007-06-26 22:53:41
Paskievicz Napisał:
przynajmniej tutaj jesteś szczera

psuję zabawę - dokładnie, to takie moje malutkie hobby 8)


ja zawsze jestem szczera :twisted: a wiesz, że hobbystyczne psucie zabawy innym bierze się z braku własnych rozrywek? :twisted:

Alpha-Sco
Matuzalem
Alpha-Sco
Posty: 1864
Małe Prywatne...

2008-01-05 02:20:14
Nie ma nic piękniejszego, niż wlasny kąt... Ja też, od czasu, kiedy w 2000 roku zaczęłam studia, przeprowadzałam sie już 11 razy. Teraz czeka mnie 12, bo w miejscu, gdzie mieszkam, mam jeden pokoik do dyspozycji i nie można trzymać zwierząt (mam co prawda Czesia, ale to tak nielegalnie) a ja muszę wziąć pod opiekę swoje dwa koty i psa do tej pory mieszkające w Gdańsku. Jeden nielegalny kot to sporo, jeszcze trzy czworonogi...

Jedna stancja to było mieszkanie po zmarłych ze 3 lata wcześniej dziadkach właścicielki, gdzie musiałam sama wyrzucać wieloletnie zapasy kaszek i mączek z szafek w kuchni oraz po-dziadkowe łachy, jeśli chciałam trochę miejsca w szafie zdobyć. No i ten nieszczęsny piecyk gazowy (chyba model z lat 60tych), który nie chciał gasnąć po zakręceniu wody; wyprowadziłam się, gdy m. in. właścicielka mnie chciała obciążyć kosztami sprowadzenia speca od piecyka.

Druga stancja - piękne, nowe mieszkanie. Tylko właściciel odwiedzał nas 1-2 w tygodniu i... np. raz opierdzielił mnie za to, ze w kuchni na stole zostawiłam książkę, bo "to miejsce wspólne, a nie burdel, na swoje prywatne rzeczy mam swój pokój"... Wyprowadziłam sie, gdy chciał mi podnieść czynsz za to, że chłopak u mnie czasem nocował, bo to podnosiło koszta utrzymania mieszkania: "zużycie wody i wywóz śmieci"... lol... :mrgreen:

Z następnej stancji: 3 pokoje i 9 osób + kot, wyprowadziłam się, gdy zlew w kuchni został ostatecznie zatkany, zlew w łazience został ostatecznie zatkany a w wannie nie można było sie umyć, bo po brzegi była wypełniona brudnymi naczyniami... (na koniec zlew w łazience w ogóle się oberwał...) :mrgreen:

Potem rozstałam sie z chłopakiem, to sie wyprowadziłam, potem mieszkałam chwilowo u cioci, potem znalazłam sobie mieszkanie, ale wyniosłam sie po trzech dniach, gdy usłyszałam, ze mam nie gotować w kuchni ("bo zużycie") tylko jeść na mieście a pranie robić w zimnej wodzie ("bo zużycie") a w ogóle wypowiedziano mi stancję bo zanocował u mnie chłopak....

Więc zamieszkaliśmy z chłopakiem u kumpla w starej kamienicy. Niewiarygodnie było tanio, tylko jeden mankament: brak ogrzewania. Wyprowadzaliśmy sie ekspresowo w połowie listopada: nie dawało się czytać książki bez rękawiczek, nie dawało sie spać bez poduszki elektrycznej a z ust leciała para... Mieszkanie miało jedną zaletę: lodówka była popsuta ale jedzenie mogło leżeć w kuchni na stole i się nie psuło... :mrgreen:

Nareszcie zamieszkaliśmy spokojnie w mieszkaniu wynajętym w tzw. prywatnym akademiku. Dłuższy okres spokoju... Ale potem rozstałam sie z chłopakiem, to sie wyprowadziłam, potem skończyłam studia to zrezygnowałam z miejsca... Nowe znalazłam w nowym akademiku, ale z tego mieszkania wyprowadziłam sie po dwóch tygodniach, bo miałam dość nie kończących sie "wykładów" współlokatorki (uwierzcie, gadułą była w stopniu niewiarygodnym, na uszy nie słyszałam takiej drugiej), która nie mogla spać rano, bo za głośno zamykałam lodówkę (lol), za głośno tupałam papuciami po korytarzu (lol) a postawienie śmietniczki w łazience uznała za zagrożenie biologiczne i zagroziła skargą w administracji (LOOL) Idiotka jakich mało, ale że zwolniło się miejsce w mieszkaniu znajomych trzy piętra wyżej, to znów sie przeniosłam... A potem znów, bo pokoik był za maleńki na nas dwoje z nowym Laszlem i kotem...

A teraz niedługo znów... BLEH
ONE LIFE. LIVE IT.

minawi
Redaktor
minawi
Posty: 6104
Poznań / Iław...

2008-01-05 13:45:48
Alpha, wspolczuje, ja od 2000 roku tylko 8 mieszkań w ciągu 7 lat, hehe Ale co wspomnienia zostały, to moje 8) Warto było te wszystkie perypetie przeżyć :D A w tym roku mam nadzieję własne M3 w końcu załatwię, ale nie zapeszam :twisted: Tylko będę potrzebowała współlokatora i tak i to trochę mi tę radość psuje
Make Foch Not War

cross-bow
Redaktor
cross-bow
Posty: 3055
Gdańsk

2008-01-05 18:53:06
1. rok - wlasny pokoj - mieszkanie 3 pokojowe - 3 osoby - niby fajnie ale... mieszkanie na parterze, ciemnno jak cholera - wiekszosc roku mialam jakas depresje czy cos - kolezanka skonczyla studia, koles zmienial akcje w mieszkaniu - trzeba bylo sie wyprowadzic. do tego w zimie musialam utykac szmaty w okna bo byly takie nieszczelne - na szczescie nie obchodzily nas rachunki! tylko stala oplata to moglysmy grzac, prac, gotowac, swieci ile fabryka dala.

2. rok - super mieszkanko w nowym bloku, zamieszkalam z druga wspollokatorka w jednym pokoju zeby bylo taniej... w drugim pokoju mieszkal chlopak z ktorym do dzis dnia sie przyjaznie, ale po okolo miesiacu niemalze przeprowadzil sie do nas nowy bojfriend mojej wspollokatorki - jakby to powiedziec. stan mojego wkurwienia wzmagal sie wprosproporcjonalnie do czestosci jego odwiedzin - on sam srednio mi przeszkadzal, ale fakt, ze bywal u nas codziennie, ich powroty w srodku nocy, wieczne balowanie, przesiadywanie w kuchni, w pokoju, jego spanie u nas - no wybaczcie... ale raz - zgodzilam sie mieszkac z jedna osoba a nie z dwoma, dwa - co mnie obchodzi czyjesc pozycie? trzy - on mieszkal w dwupokojowym mieszkaniu tylko z siostra - mogli tam spedzac wiecej czasu - tak sie stalo po ktorejs z awantur bo mialam juz serdecznie dosyc. uczylam sie do egzaminu, a oni np urzadzali w kuchni impreze - nie do zniesienia! poza tym, sama ona byla glosna jak cholera, non stop cos wyprawiala. wyprowadzila sie miesiac przed koncem umowy, do tego nie zaplacila za zyrandol ktory zepsula, musielismy za nia placic kase - ogolnie jeszcze powiedziala wlascicielce ze to ja cos tam zepsulam... szkoda gadac - znalysmy sie 3 lata - od tamtej pory sporadycznie kurtuazyjnie na swieta skaldamy sobie zyczenia.

3. od dwoch lat mieszkam w tym samym miejscu, nowy blok, mieszkanie dwupoziomowe, wspollokatorzy praktycznie Ci sami, poza osoba w moim pokoju. generalnie po wielu klotniach i awanturach z jedna z hrabin z pietra wyszlo na moje, laska beznadziejna, ale jest gora 3 dni w tygodniu tutaj, wiec jakos jestem w stanie ja przebolec. mam niestety pokoj ze scianka kartongipsowa - efekt kazde stukniecie w chacie slychac jakby ktos mlotem pneumatycznym jezdzil mi po glowie. szczesliwie i poprzednia i ta wspollokatorka to typy raczej spokojne, jesli juz imprezujace to poza domem - z reszta jak wszyscy tutaj, zadna nie sprowadzala mi facetow do chaty, podobnie ja tego nie robie - uklad jest jasny, cos sie nie podoba - to sie mowi na glos - bez zbednych sentymentow. wole ekipe ktora sie uczy niz zestaw imprezowy ;]
pozamieniałam się z amebą na rozum.

Alpha-Sco
Matuzalem
Alpha-Sco
Posty: 1864
Małe Prywatne...

2008-01-05 23:47:26
cross-bow Napisał:
uklad jest jasny, cos sie nie podoba - to sie mowi na glos - bez zbednych sentymentow. wole ekipe ktora sie uczy niz zestaw imprezowy ;]


Hihi, też miałyśmy (dwie) taki układ ze współlokatorkami (dwoma) w którymś mieszkaniu. Jak coś nie pasuje, boli - mówić. Na koniec sie dowiedziałyśmy, że owszem, mówiły, ale właścicielowi mieszkania. Stopień naszej irytacji z Martą był spory, z prostej przyczyny: tamte dwie studiowały jakiś taki kierunek (architektura krajobrazu) że z nudów nie wiedziały, co ze sobą zrobić. To ciągle sprzątały. My z Martą - na wecie, nie wiedziałyśmy jak zwalczyć wszystkie zaliczenia, doba była za krótka by materiały opanować. Ale głupio nam było, bo wystarczyło przejść przez korytarz a któraś z architektek przecierała po nas ścieżkę mopem. Gdy poruszałyśmy kwestię, one mówiły - spoko, to z nudów (kiedyś nalały Domestosa do kibelka i siedziały obok przyglądając się, jak kamień odpada... - z nudów ) Na koniec przyszedł właściciel i nas opierdzielił, że biedne architektki skarżą się, że muszą po nas sprzątać, brudaskach (nota bene, to ten właściciel od książki na stole w kuchni )

Więc, Cross: uważaj z takimi układami. Możesz się jeszcze zdziwić
ONE LIFE. LIVE IT.

cross-bow
Redaktor
cross-bow
Posty: 3055
Gdańsk

2008-01-06 12:00:09
Alpha-Sco Napisał:
Więc, Cross: uważaj z takimi układami. Możesz się jeszcze zdziwić


nie mam na co uwazac, bo to ja jestem raczej ta co cisnie na porzadek. aczkolwiek moj stopien irytacji nie ma nic wspolnego z tym. sprawe wiecznie zatkanych zlewow rozwiazalam prosto - przyszedl syn wlascicieli - naprawial syfon - jasno powiedzialam ze mam dosc inwestowania w srodki czystosci, gdy nikt inny tego nie robi - bez slowa wyjal pieniadze i zostawil. z reszta wlasciciele sa tacy, ze w zasadzie drugich takich to ze swieca szukac - wynajmuja chate bardziej w celach - zeby ktos w niej byl, a nie zeby zbijac na niej kokosy sami mieszkaja w innym miescie sprawy klotni, Piotrka akurat bawia - pyta czy jest lepiej lub gorzej - a metoda - udawanie ze sie "hrabiny" nie widzi - dziala cuda. o mowieniu sobie wprost o pewnych rzeczach - mowilam w kontekscie mojej wspollokatorki z pokoju. chodzi o to, zeby sobie mowic o pewnych rzeczach na bierzaco - a nie np innym wspollokatorom za plecami - tak sie mieszkac nie da po prostu.
pozamieniałam się z amebą na rozum.

Bestyjka
Fae
Bestyjka
Posty: 3


2008-01-12 18:03:33
co do wlascicieli mieszkan. tu gdzie teraz miszkam, mieszkam od czerwca, ale dopiero dzisiaj widzialam pierwszy raz wlasciciela, bo do tej pory kto inny byl glownym najemca mieszkania, ale niedawno przeszlo to na mnie i tylko pieniadze za czynsz przelewalam na konto. a dzisiaj przyjechal po poczte i rachunek za jakis zalegly prad. facet nie ma czasu, zeby do nasz przychodzic i sprawdzac co sie dzieje. mam szczura i balam sie, ze bedzie mial cos przeciwko. ale nic nie powiedzial. pokazywal mi jak sie odpowietrza kaloryfery i zanim wszedl do jakiegos pokoju, zeby pokazac na innym niz w kuchni, zapytal do ktorego moze wejsc. niby mieszkanie jego, ale szanuje nasza prywatnosc.
poza tym to troche dziwne dla mnie, zeby skarzyc sie wlascicielowi na wspollokatorow. ja ich sobie szukalam (jakby mnie bylo stac, zeby cale mieszkanie wynajmowac, to nie potrzebowalabym ich). a jak sa jakies drobne naprawy to sami naprawiamy. na zasadzie takiej, ze jak waz od prysznica zepsuty, to kupujemy swoj i przy wyprowadzce wymienimy na stary, zeby nie ladowac kasy w cudze mieszkanie.

1 | 2 Następna
Forum : Śmietnik