Przywykłem do tego, że bazylowe koncerty rozpoczynają się ze sporą obsuwą udałem się do lokalu grubo po 20:00. Już na miejscu zastałem całkiem pokaźne grono miłośników ekstremy. Rzadko się spotyka tak dużą metalową brać na niszowym koncercie, co tylko potwierdziło rangę tego wydarzenia. Pech chciał, że tym razem występy rozpoczęły się bez większej obsuwy i występ szczecińskiego
Wishmaster zwyczajnie mi umknął. Z zasięgniętych informacji dowiedziałem się jednak, że ekipa z Pomorza, pomimo, że grała na jedną gitarę, skutecznie rozbujała sporą publikę.
Na występ rzeszowskiego
Excidium spóźniony już nie byłem. Grupa zafundowała porcję naprawdę dobrego, solidnego thrashu podbarwianego blackowym łojeniem. Nie przeszkadzał mi nawet fakt, że perkusja brzmiała wyjątkowo płasko, a wokal przepadł w nagłośnieniu, gdyż zarówno muzycznie jak i scenicznie formacja zaprezentowała się dobrze pozostawiając bardzo pozytywne wrażenie.
O wiele bardziej ciekaw byłem występu
Mordhell, który w przebudowanym składzie, po dłuższym niebycie powrócił na scenę. Zważywszy na fakt, że dorobek koncertowy grupy można policzyć na palcach jednej ręki (taki "undergroundowy underground"), trzeba występ poznaniaków zaliczyć na plus. Surowy, prostacki niemal
black metal podbarwiany szwedzką szkołą
death metalu ewidentnie przypadł do gustu publiczności - rytmiczne, chwytliwe riffy grane w średnim tempie skłoniły publikę nie tylko do moshingu, ale i do nieco bardziej ekstremalnych wybryków.
Wybryki te dały jeszcze bardziej o sobie znać, gdy na scenę weszli blackowcy z piernikowego miasta.
North zaprezentował dość długi, bo blisko godzinny set z surowym
black metalem, który przy całkiem przyjemnym stuku-puku w wydaniu
Mordhell wydał się być gromem z jasnego nieba. Koncert jak najbardziej udany, doświadczenie sceniczne dało o sobie znać, a publika to doceniła.
Tego wieczoru gwiazda jednak była tylko jedna. Choć
Bloodthirst na bazylowych deskach grał już niejednokrotnie, to występu tej formacji jako trio jeszcze nie widziałem. Trzeba jednak przyznać, że chłopaki dali radę. Ze sceny poleciały takie numery jak "Wine For The Insane", "March With The Dead", "Towards Hellfire", "Death Upon Thee", "Sanctity Denied", "Rage Of The Dogs", "Excommunion", "Let Him Die", "Desecrate The Lie", kultowy "Hateful Antichristian Thrash", oraz wieńczące koncert "Gods Of Thunder Of Wind And Of Rain", "Woman Of Dark Desires" oraz zlepek z utworów znanych z demówek formacji (poleciały gdzieś w środku koncertu) - co by nie mówić, było bardzo przekrojowo i retrospektywnie.
Tego wieczoru prawie wszystko dopisało - publika nie zawiodła, zespoły też. I nawet jeśli nagłośnienie nie należało do najlepszych, to i tak muzyka i atmosfera wspólnej zabawy zwyciężyły.