Paradoksalnie słuchając tego wydawnictwa, to właśnie wspomnialny album
Opeth przychodzi mna myśl - tyle że
Wolves In The Throne Room gra bardziej ekstremalnie i bardziej blackmetalowo. Słuchając "Diadem Of 12 Stars" w zasadzie udziela mi się dokładnie ten sam nastrój, ten sam ponury, leśny klimat, co na genialnym "Morningrise". Na szczęście wartwa muzyczna jest zgoła odmienna, więc nie ma mowy o kopiowaniu. Od strony technicznej nie jest co prawda to granie na jakimś wysokim poziomie - sporo motywów jest powtarzanych, niektóre są bardzo bezpośrednie i raczej mało wyszukane, ale i tak tych motywów jest wystarczająco dużo, aby muzyka oczarowała swoją naturalnością i organicznością. Gdy słucham tych utworów to czasem wyobrażam sobie, że jest to soundtrack dla nieposkromionych odgłosów przyrody - jakiś wodospad, zrywające się z drzew ptaki, szelest runa... jak się okazuje
black metal także potrafi oddziaływać na wyobraźnię.
"
Diadem Of 12 Stars" to zestaw naprawdę wysmakowanych kompozycji i pomysłów, oraz kolejny dowód na to, że
black metal może być wyrafinowaną muzyką. Nie jest to może jeszcze muzyka, która definiuje styl zespołu, ale rzadko słyszę coś na miarę niedoścignionego "Morningrise" - a debiut
Wolves In The Throne Room jest blackmetalowym odpowiednikiem tego krążka. Warto jest więc sięgnąć po to wydawnictwo, poszperać trochę, bo muzyka naprawdę wynagradza czas jej poświęcony.
Wydawca: Southern Lord Recordings (2006)