Jeden cios.Ostre ostrze śmierci.Mocne pchnięcie.Padł bez bólu, nagle.Dziesiątki,Setki,Tysiące prężnych serc,Przyszło przelać krew.Młodzi i starzy.Wysocy i mali.Silni i słabi.Śmierć stoi i się gapi.Sterta mieniących się blach i żelastwa.Sterta sztandarów i flag.Sterty ludzkiego mięsa i ciała.Wrzaski i okrzyki.Jęki i płacz.Zgrzytanie zębów i strach.Dookoła krew.Zapach spalenizny,I przypalonego mięsa.Zapach stęchlizny,I kałuże zwróconych wnętrzności.Ciosy lekkie i ciężkie.Ciosy silne i słabe.Jeden ból.Nad głowami dym.Wszyscy w tych samych ubiorach.Wróg nie poznaje wroga.Brat nie poznaje brata.Nikogo to nie obchodzi.Walczą zabijając wszystko co przed nimi się roztacza.Ojciec zabił własnego syna.Syn, brata.Nikt się nie liczy,Jedna jatka.Miecze i szpady.Siekiery i topory.Lance i dzidy.Łuki i kusza.Ostrze to samo.Grot ten sam.Jeden duży,Drugi mały,A zabija tak samo,Bez sensu.
KostucH
Wysłany przez: kostuch
Zaakceptowane przez: minawi Wysłano: