-O czym była? -spytała nieśmiało.
-Pieść? -miał spokojny, głęboki, melodyjny głos. Po prostu piękny …
-Co czułaś jak ją słyszałaś?
-Co miałam czuć?
-To już od Ciebie zależy, to co czułaś?
-Smutek, samotność i umiłowanie wolności?
-Nawet trafiłaś.- powiedział uśmiechając się i odsłonił niebieskie zęby.
Zapadło znowu milczenie ale przyjemne, obserwowała nas wielka czerwona kula leniwie wznosząca się ponad nasze głowy.
-Co zrobiłaś jak ją usłyszałaś? - spytał po chwili
-Zaczęłam jej szukać.
-Uciekłaś? -spytał już na nią nie patrząc.
-Nie, od czego?
-Nie wiem...
-A Ty, czemu ją grałeś ?
-Bo lubię i umiem.
-Tęsknisz? - teraz ona zamieniła się z nim miejscami i zadawała pytania.
-Każdy tęskni
-Ale w takim razie czy tęsknota nie jest wolnością?
-Dlaczego?
-Bo wolność to brak ograniczeń, w takim razie kiedy pozbywamy się ścian takich jak inni bądź uczucia stajemy się wolni. Dlatego też w Twojej pieśni była samotność?
-Zdecydowanie za dużo myślisz ale masz rację. Ty za to zawsze uciekasz, jeśli jest szansa, że będzie dobrze, że coś się uda wynajdujesz jakiś sztuczny problem i uciekasz.
-Wcale nie, po prostu nie czuje się jeszcze gotowa na niektóre rzeczy.
-Jeśli tak twierdzisz. Czym dla Ciebie jest wolność, możliwością wyjścia z domu i pójścia nie wiadomo gdzie ?
-Nie dlaczego tak sądzisz? Wolność jest dla mnie zawsze wewnątrz. Nawet będąc zamknięci a pozostając sobą będziemy wolni.
-A nie uważasz, że wraz z następowaniem kolejnych wieków ludzie coraz bardziej zapominają kim są i co to wolność? Kiedyś gdybyś powiedziała wędrowcowi, że będzie wolny w domu jeśli tylko pozostanie sobą to by Cię prawdopodobnie wyśmiał.
-Możliwe ale powiedz mi jak mamy znać wolność kiedy starsze pokolenia pakują nas w coraz to mniejsze klatki?
-Trzeba się jakoś usprawiedliwiać.-Powiedział patrząc na nią przenikliwie oczami, w których tańczyły radosne iskierki.
-A no trzeba. - Przyznała niechętnie zapatrzona w horyzont.- zagrasz ostatni raz ? - Spytała z dziecinną nadzieją w głosie.
-Jeśli tego chcesz...
I przystąpił do opowiadania swojej historii za pomocą dźwięków a ona słuchała zaczarowana, zahipnotyzowana. Na całym ciele miała ciarki, które potęgowały się z każdym akordem i uderzeniem serca. Nie wiedziała ile tak siedziała zatopiona w jego muzyce. Przestał kiedy słońce było wysoko ale nie wiedziała czy tego samego dnia czy też następnego lub później... W pewnym momencie wstał i wzbił się w powietrze trzymając swój dziwny instrument. Z pięknych rozłożonych skrzydeł wypadło mu pióro, które bez zastanowienia podniosła, chcąc się podnieść niestety straciła równowagę. Ułamek sekundy i poczuła tępy ból gdzieś w okolicach głowy a potem nie było już nic.
Obudziła się ze strasznym bólem głowy w jakimś jasnym pomieszczeniu, którego ściany kiedyś z pewnością były białe i dziwne miękkie teraz żółte i spryskane krwią. Dookoła nie widziała drzwi kiedy chciała wstać okazało się, że jest przywiązana do łóżka grubymi skórzanymi pasami. Miała zacząć krzyczeć kiedy do pokoju przez chyba ukryte drzwi wszedł podstarzały doktor w białym fartuchu. „Znowu ten koszmar” pomyślała z rezygnacją.
-Chcesz o tym porozmawiać? - spytał spokojnie rutynowym głosem.
-O czym? - Spytała kompletnie nie wiedząc o co chodzi.
-Dlaczego się okaleczasz?- wskazał ruchem głowy na krwawe smugi widniejące smętnie na ścianach .
-Ja... To nie ja …
-Zacznijmy rozmowę jeszcze raz. - powiedział z westchnieniem wyciągając z kieszeni strzykawkę i igłę. Kiedy wkłuwał się w jej rękę, ona patrzyła na samotne kurczowo ściskane w dłoni pióro mieniące się odcieniami granatu . A potem był tylko spokój i tańczące niebo o rozmazanych chmurach.