Pięciu muzyków z pochodzącego spod Warszawy zespołu
Dianoya pojawiło się na scenie w miarę punktualnie. Zaserwowali bardzo nielicznie, niestety, zgromadzonej publice kilka utworów ze swojej skromnej jeszcze dyskografii, czyli z debiutanckiej płyty "Obscurity Divine" wydanej właśnie w listopadzie. Zaprezentowane kompozycje cieszyły wielowątkowością, choć czasem mogły wydawać się być przydługie, ale taka już natura rocka progresywnego. Zresztą, w muzyce
Dianoya można odnaleźć także elementy innych gatunków, takich jak choćby jazz czy art rock, jednak całość jawi się dosyć spójnie. Mimo niebywale niskiej frekwencji pod sceną zespół zagrał poprawnie i na poziomie, dając wyraz temu iż posiada potencjał twórczy i jest kolejną nadzieją polskiego
progrocka.
Po krótkiej przerwie, dającej szansę uraczyć się niespecjalnym jak zawsze piwem lanym, występ rozpoczął
Votum. Jak to było zapowiadane - formacja w trakcie koncertu miała promować swój najnowszy, a jednocześnie drugi w dorobku, album zatytułowany "
Metafiction" (premierę miał 23 listopada 2009r.). Mimo to zaprezentowanych zostało też kilka numerów z debiutu „Time Must Have A Stop”, w tym oczywiście utwór tytułowy czy "The Hunt Is On". W tle na ekranie wyświetlany były wizualizacje, choć przez większą część czasu mogliśmy obserwować jedynie okładkę do nowego wydawnictwa. Muszę przyznać, że zespół na żywo trzyma wypracowany na studyjnych krążkach poziom, zwłaszcza uznanie należy się wokaliście, którego partie z pewnością nie należą do łatwych, choć jego głos nabiera w wysokich rejestrach trochę maniery heavymetalowej.
Koncerty tego wieczoru wypadły jak najbardziej pozytywnie, martwi natomiast bardzo fakt tak niewielkiej frekwencji. Kolejna powtórka z rozrywki, bo nie tak dawno z niemal identyczną sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku występu Cemetery Of Scream i supportów w tym samym klubie. Tym razem było bardzo podobnie: nie za wysoka cena koncertu w czwartkowy wieczór nie skusiła wielu do spędzenia go przy dźwiękach ambitnej muzyki rock/metalowej. Może zatem organizować takie występy po prostu w mniejszych, bardziej kameralnych miejscach?