W ostatnich latach słyszałem niejednokrotnie, że słowo „kultowe” się zdeprecjonowało, straciło na wartości. Wszędzie słyszy się, że coś jest kultowe chociaż większość nazwanych w ten sposób tworów zupełnie na to nie zasługuje. Raczej zgadzam się z tą tezą, uważam jednak, że jak bardzo by nie zawężać tego pojęcia to na pewno nie zabraknie w nim miejsca dla Forever Underground, które dla mnie jest kultem w czystej postaci.Jest to trzecia płyta Vital Remains, która okazała się przełomowa w twórczości tego zespołu. To od niej zaczęli być naprawdę znani i dołączyli do światowej deathmetalowej czołówki. To właśnie na tej płycie do zespołu dołączył multiinstrumentalista Dave Suzuki. Ciekawe było też inne przetasowanie w składzie. Otóż basista Joe Lewis zastąpił na wokalu Jeffa Gruslina.
Forever Underground to zaledwie pięć deathmetalowych hymnów i jeden krótki przerywnik na piszczałkach i perkusji. Jednak ponieważ utwory są długie to nie możemy narzekać, że płyta jest za krótka. Pierwszy numer tytułowy to jest absolutna klasyka i dla mnie jest swoistym hymnem death metalu. Tekst piosenki, tytuł i do tego okładka sprawiają, że urasta do rangi symbolu. A wszystko utrzymane w konwencji surowego death metalu, pełnego zła, pasji i wściekłości ale mocno instrumentalnego, z rozbudowanymi partiami gitarowo-perkusyjnymi i okraszone solówkami. I taka jest cała płyta. Utwory są mocno rozbudowane z powtarzającymi się motywami i refrenami. Jednak nie można powiedzieć, że się ciągną w nieskończoność czy są nudne. Całość jest bowiem po prostu bardzo ciekawa muzycznie z fajnymi, wpadającymi w ucho wokalizami. Wszystko to sprawia, że te utwory stają się takie monumentalne. Z całej tej płyty bije dostojeństwo. Takie I Am God czy Divine In Fire to są kolejne pozycje ponadczasowe. Wspaniałe, podniosłe, robiące wrażenie dzieła. Również krótki instrumentalny kawałek, ma w sobie coś intrygującego. W tytule, pożegnanie z mesjaszem, mi zawsze kojarzy się z dzikimi w jakiejś jaskini. Dodaje klimatu, daje odetchnąć i na pewno nie psuje konwencji.
Tematyka płyty oczywiście oscyluje wokół obalenia fałszywego boga i pozostawania po stronie sił ciemności. Tak właśnie odbieram jej przekaz i z nim się po prostu identyfikuję. Za to też tak cenię tą płytę. „I am forever underground!”
Tracklista:
01. Forever Underground 02. Battle Ground 03. I Am God 04. Farewell to the Messiah 05. Eastern Journey 06. Divine in Fire
Wydawca: Osmose Productions (1997)
Wysłany przez: WUJAS
Zaakceptowane przez: amorphous Wysłano: