Album nadal pozostaje w stylistyce słownictwa staroangielskiego, dużo jest nawiązań do mitologii i inspiracji europejskim folklorem dawnych czasów, panuje tu ciągle mrok i chłód. Strona muzyczna płyty jest już nieco inna niż na jej poprzedniczce - "Velvet Darkness They Fear", gdzie dominowały gitary nad klawiszami, a żeński wokal przeplatał męski growling. Tutaj mamy do czynienia już tylko ze śpiewem lub niemal melorecytacją, czasem wyszeptywaniem tekstu. Instrumentów klawiszowych też zdaje się być dużo więcej.
Ogólnie, album sprawia wrażenie jakby stonowanego - nie ma tu przesytu partii wokalnych nad instrumentalnymi. Dominują raczej wolniejsze utwory z pięknymi melodiami w refrenach. I ani na chwilę nie opuszcza nas mroczny klimat średniowiecznej Europy. Kto szuka na "
Aégis" szybkiego tempa, wściekłości gitar i zawrotnej gry, nie będzie z albumu zadowolny. Jednak poszukującym lirycznych, estetycznych doznań i przede wszystkim lubiącym gothic-doom-metalowe ballady "
Aégis" przypadnie do gustu. Dla mnie zwłaszcza rewelacyjny jest utwór "Siren" - 7 minut naprawdę błogich dźwięków - sopran Liv jest niesamowicie delikatny, gdzieś w tle słychać plumkanie pianina i podkład z ciężkich gitar, a nawet gitary akustycznej w refrenie oraz proste uderzenia perkusji. I rzeczywiście kawałek jest jak pieśń tytułowej syreny... Więcej ożywienia wprowadza następny utwór "Samantha".
Osobiście bardzo też lubię "Venus" - teksty w języku staroangielskim brzmią naprawdę urzekająco.
W "Baccante" ujmująca jest końcówka - to jest dopiero prawdziwy "gotyk" - zawodzenie chórków Liv i niski męski bas nakładają się na siebie, dając imponujący efekt...
Dla mnie "
Aégis" jest tak samo dobrym albumem jak "Velvet Darkness...", choć starzy wyjadacze
doom metalu pewnie wolą wcześniejszy, debiutancki krążek. Generalnie - polecam.
Wydawca:
Massacre Records (1998)