Symphony X gra prog-power metal podrasowany neoklasycznymi, barokowymi wstawkami. Muzyka jest kompletnie bezpomysłowa i bezcelowa. Z pozoru zespół potrafi grać, ale niestety nie potrafi pisać utworów. Wokalista Russel Allen jest bezbarwny, raz śpiewa delikatnie, raz ostro, ale jego głos nie ma polotu. Mike Romeo wygrywa bardzo szybkie i kompletnie bezsensowne solówki, riffy są na jedno kopyto, gitara mocno przesterowana - brzmienie wydaje się być totalnie spreparowane! Okrutnie sztampowe klawisze pana Pinelli próbują tworzyć barokową atmosferę, ale znów czegoś brakuje. Kolejny mankament to fakt, że zespół nie potrafi pisać dobrych melodii - praktycznie w każdym utworze dosyc ograniczony warsztat wokalny Allena kompletnie psuje nieźle zapowiadającą się partię. Muzyka brzmi bardziej jak wykalkulowana, aniżeli zagrana z pasją i sercem. Jedynym jasnym punktem jest "Accolade" - najprostszy konstrukcyjnie utwór na płycie. Tutaj Allen śpiewa raczej w na niskich rejestrach, w których brzmi trochę lepiej, a utwór jest dosyć ... przebojowy. Niestety 20minutowa tytułowa suita jest słabiutka, tak jak reszta numerów.
Pośród wyrosłych jak grzyby po deszczu zespolików prog-powerowych
Symphony X może i się wyróżnia, ale niestety cały ten nurt jest marnej jakości i próżno w tej muzyce szukać czegoś wartościowego. Każdemu szanującemy się fanowi dobrej muzyki radzę omijać ten zespół z daleka.