Stał na środku i śmiał się głośno.
W całej tej sytuacji była jakaś złośliwa ironia.
Jego pierś się zatrzęsła.
Czy to nie śmieszne? Wyobraził sobie, jak głupio musi wyglądać. Grzywa
brudnych, rozczochranych włosów opadała mu niedbale na czoło.
Figlarnie, ha! Figlarnie. A jego ubrania? To już przeszłość, teraz miał
na sobie... No cóż, łachmany. Oczy błyszczały mu szaleńczo. Czy to nie
zabawne, jak ten więzień z na przeciwka patrzy na niego z mieszaniną
przerażenia i politowania? Twardziel, który bez zmrużenia oka
zamordował sześcioro osób. Duży i silny, Tylko z jakiegoś powodu długie
noce wypełnia jego szloch. Nie, to nie jest zabawne... Wciąż te same
ściany. I nic ich nie zmieni! A jednak ciągle rozgrywają się tu małe
dramaty... Dramaty? Nie, nie, dramaty przeżywają dobrzy ludzie o
czystych sumieniach. Dramaty są wielkie i wyniosłe. Dramaty ktoś
obserwuje, płacze. Nie, dramaty to przywileje wdów po zmarłych na
wojnie żołnierzach, cierpiących bohaterów i kochających się wbrew
wszystkiemu pięknych par. To tutaj to komedia. Tak beznadziejna, że nie
pozostaje nic, tylko śmiać.się nad tą nieudaną parodią życia.
Jakie trzeba mieć poczucie humoru, by umieścić osiemnastolatka wśród
kamiennych murów, krat, stęchlizny, brudu i pleśni! Do tego dodać mu
parodniowy zarost, tak "idealnie" pasujący do młodej twarzy. Powinna go
teraz zobaczyć jego wychowawczyni!Wszelkie głupie teksty o wspaniałej
przyszłości stanęłyby jej w gardle. Tak, ona na pewno by zrozumiała ten
żart! Bo on nie rozumiał. Ale po co? Po co cokolwiek rozumieć? Myśli.
Przychodzą i odchodzą nic nie zmieniając. Zachichotał. Wykrzywił się
wspominając słowa:
"Gratuluję! Zająłeś drugie miejsce! Jestem...
j-jestem taka wzruszona...Nigdy nie miałam tak wspaniałego ucznia!
Krajowa olimpiada... To wspaniałe osiągnięcie, jestem pewna, że bez
problemów dostaniesz się na wybrane studia. Masz przed sobą wielką
przyszłość...
Cha cha cha! Przeszłość. Wielka! Na
jakieś sześć metrów kwadratowych, chyba! Na peeewno daleko zajdzie. Na
przykład do drzwi i z powrotem. Taa, taka kariera, taka kariera... Ma
nawet swoją małą widownię...
Jeden z dwóch celników, przechodzących korytarzem, uderzył w metalowe pręty swoją pałką.
-
Zamknij się ty szczeniaku! Niedługo nie będzie ci juz tak wesoło, ty
śmierdzący gnojku! NO i czego? Czego tak rżysz? Ty diabelski pomiocie...
Ty... Zaraz... - zaczął przerzucać klucze na metalowym krążku.
- Nie warto - parsknął drugi. - Szczeniak postradał zmysły.
- Zobaczymy...
- Po co marnować na gnoja czas?
"Właśnie,
po co? - przemknęło przez znękany umysł chłopaka. - Pomyślcie tylko:
czekają na was telewizor i tłuste pączki... Zjadłoby się, co? Słodkie,
że aż niedobrze..."
Cha cha cha...
- Zaraz
zetrę mu ten durny uśmiech z twarzy! - odnalazł to, czego szukał. Zamek
szczęknął i ciężki metal powoli i ze skrzypieniem, odsunął się, by
wpuścić do środka mężczyznę. Drugi stał w pogotowiu, z uniesioną bronią.
"Dobra robota - ucieszyła się kobieta. - Twoi rodzice muszą być z ciebie bardzo dumni..."
- Patrz, jak do Ciebie mówię, ty...!
"Cześć!
- dziewczyna patrzyła na niego zalotnie, Miała jasną twarz. Dobrze
wiedział, że ten jej niesforny kosmyk, czekający tylko na jego dłoń,
która by go zabrała z jej rumianego policzka, nie opada na niego
przypadkiem. - Fajna koszula..."
Cha cha cha cha.
- Ja ci...!
ŁUP! To pałka trafiła w brzuch więźnia.
"Jesteś dziś jakiś rozkojarzony... Powiedz, zakochałeś się?"
Kolejne uderzenie, tym razem po żebrach.
- Zamkniesz się wreszcie?
"Świetna robota!"
"Myślisz...- delikatne ręce rozpięły guzik jego koszuli - że jestem ładna?"
BUM! ŁUP! W żołądek, w żebra, w klatkę piersiową...
Cha cha cha! Czy to nie komiczne? Człowiek marzy, wiele sobie
wyobraża... A tu figa! Szuka sensu w życiu, a co znajduje? Nic. Sądzi,
że może decydować o swoim losie... Dobre! A ci ludzie! Ta złość! Tak,
to takie frustrujące, że ktoś nie błaga ich o litość... Ale po co
miałby to robić Co by to zmieniło? Gdy znika nadzieja, zaczyna niknąć
również ból, pragnienia.... Nic nie było, nie ważne co będzie... Winny?
Niewinny? Biedny, głodny i opuszczony morderca! Jakie to dowcipne!
"Przystojniak z ciebie..."
- Zasrany śmierdziel...!
ŁUP!
"Kochanie..."
- Ty nędzny...
"Czy chciałbyś..."
- Już ja cię...!
"...ze mną..."
- nauczę!
"Teraz?"
Cha cha cha cha cha...!
Śmiech powoli zamierał, tłumiony wściekłymi uderzeniami. W końcu
zniecierpliwiony, niezadowolony głos przywrócił towarzystwo na ziemię.
Ostrzegano go, by nie przesadził Obaj mieli by wtedy kłopoty. Wejście do
celi znów zostało zamknięte. W środku został tylko jeden człowiek.
Leżał na ziemi. Śmiech ucichł.
***
Furgonetka jechała na sygnale, nieuchronnie
zbliżając się do celu. W tle było słychać również inne syreny. Żaden z
policjantów nic nie mówił. Nie reagowali na rozdzierające, choć
stłumione wrzaski chłopaka, ani na jego łkanie. Trzeba jak najszybciej
odstawić go do aresztu. Na szczęście akcja poszła nad podziw łatwo. Kto
by się spodziewał, że kwadrans po tym, jak zadzwoniła roztrzęsiona
staruszka, że coś złego dzieje się w mieszkaniu obok. Nie odkryją
nowożeńców, ale morderstwo pierwszego stopnia i sprawcę na miejscu? Nie
stawiał oporu, najwyraźniej był w szoku. Rzeczywiście był trupio blady i
mamrotał: "to nie tak... to nie może być, nie prawda... to ona mnie
porzuciła..."
Zignorowali szlochy dochodzące z
tyłu. Widzieli, jak się poci, jak jego palce bieleją od bezsensownego
zaciskania się na prętach. Bo co mieli zrobić? To nie był jakiś
przestraszony młodzieniec, tylko złoczyńca. Jego oszalałe z przerażenia
oczy błądziły po wnętrzu pojazdu. Wpatrywał się w nich z rozszerzonymi
źrenicami, jakby błagał, by ktoś zaprzeczył temu, co się wydarzyło,
powiedział w końcu, że to nie dzieje się naprawdę, to tylko żart...
Trudno, by ktoś żałował człowieka, który dopuścił się takiego czynu...
I po co teraz tak płacze? Trzęsie się, miota i skowycze, jak zbity pies
porzucony w lesie, to znów nieruchomieje patrząc się nie wiadomo na
co... Chociaż z jego twarzy można, że na coś przejmującego grozą. Czyżby
to wyrzuty sumienia? Po tym wszystkim niewiele znaczyły... Ale to nie
to. Kolejny tchórz, nie oglądający się za siebie, nie widzący innych,
nagle odkrył, że tu i teraz nie jest już proste i kolorowe, a jutro
maluję się czarnymi barwami. Dostrzegł czarną plamę malującą się na
horyzoncie. Zrozumiał. Był tylko dzieciakiem, skończony, przegrany.
Czekały go długo godziny samotności, poniewierania, udręki...Na własne
życzenie wszystko zniszczył, a teraz czeka go tylko niewola...
Czy zastanawiałam się na tym, co robił? Trudno powiedzieć. Bo kto
odgadnie co się dzieje w głowie bandyty? Trudno zaprzeczyć, że sytuacja
była dziwna. Czyżby w kluczowym momencie puściły mu nerwy? Czekał, aż
po niego przyjadą i go aresztuję? Pozbawione to było jakiegokolwiek
sensu. Ale to dobrze, dobrze... Mniej zachodu. Ledwie minęło dziesięć
minut, a już są w drodze powrotnej. Poszło trochę za łatwo, ale są
lepsze powody do narzekania. A przecież czeka jeszcze tona papierkowej
roboty.
Lamenty z tyłu samochodu nie podnosiły na
duchu. Jednak starali się pamiętać, że ten rozpaczający młodzieniec to naprawdę bandyta. A oni są policjantami. Wykonują swoją pracę
najrzetelniej, jak mogą. Oczyszczają społeczeństwo. Działają dla dobra
państwa. A ten tam takim zachowaniem może jedynie zasłużyć na pogardę!
Nie było łatwo, to nie tak jak na filmach. Po obejrzeniu sceny, na
której tak niedawno rozegrał się dramat... Krew na podłodze. Czerwone
krople na ścianach, powoli zasychające, które jeszcze niedawno krążyły
w żyłach... Teraz rozprutych żyłach. Poharatane ciało. Głębokie rany,
które już nigdy się nie zagoją. Młode ciało, z którego brutalnie
wyrwano duszę. Nóż. Zimne ostrze. Teraz śpiące, schowane jako dowód
zbrodni przez funkcjonariusza, ledwo powstrzymującego drżenie, lecz
jeszcze niedawno zadające śmiertelne ciosy, prowadzone bezlitosną
ręką...
Ale skąd tyle zła w tym chłopaku? Ma
najwyżej dziewiętnaście lat...Czy te jasne, błękitne oczy patrzyły na
swoją ofiarę, gdy ta, w tak tragiczny sposób kończyła swoje życie? Czy
wówczas była w nich nienawiść, żądza, może szaleństwo? To możliwe, że
ten człowiek zgwałcił i zamordował niewinną dziewczynę? Tak
niewiarygodne, a jednak... Prawdziwe. Tak, jak prawdziwe było jej
martwe ciało.
Żaden z mężczyzn jadących tym
samochodem nie miał prędko zaznać spokojnego snu. Ale to była jej praca
i ktoś ja musiał wykonać, a tak się złożyło, że tym "kimś" byli właśnie
oni. Nie narzekali. Nie tego się spodziewali i nie przypominało to ich
dotychczasowej pracy, chociaż oczywiście uzyskali odpowiednie
przygotowanie. Byli przygotowani... Nie rozmawiali o tym. Starali się
nie myśleć. Za kilka godzin mieli wrócić do swoich rodzin. Znajomy kąt,
żona, stół zastawiony do obiadu... Ale chwila obecna napierała i nie
dawała się pominąć. Szlochający z tyłu morderca nie poprawiał sytuacji.
***
Właśnie miał zdjąć koszulę, by przebrać się
do snu, gdy zadzwonił dzwonek. Naciągnął ja z powrotem i ruszył nieco
zaskoczony do drzwi. Jeszcze bardziej zdziwił sie chwilę później, gdy
je otworzył. Serce zabiło mu mocniej. O framugę opierała się
najpiękniejsza dziewczyna, jaką znał. Szybko przebiegł wzrokiem po jej
długich, zgrabnych nogach, bardzo krótkiej, białej, plisowanej
spódniczce, obcisłej, czerwonej bluzce, uwydatniającej jej pełne
kształty... i zatrzymał na drobnej, szczupłej twarzyczce, z tym małym,
lekko zadartym noskiem, delikatnymi, kuszącymi usteczkami, niebieskimi
oczami i wyregulowanymi brwiami.
-
Cześć! - dziewczyna patrzyła na niego zalotnie, Miała jasną
twarz. Dobrze wiedział, że ten jej niesforny kosmyk złocistych,
sięgających ramion włosów, czekający tylko na jego dłoń, która by go
zabrała z jej rumianego policzka, nie opada na niego przypadkiem. -
Fajna koszula...
- Czemu zawdzięczam tą wizytę?
- Och... - minęła go - byłam w okolicy... - rzuciła mu przez ramię uśmiech - i pomyślałam, że wpadnę.
Odwróciła się, skierowała na niego oczy i wskoczyła na pościelone łóżko.
- Nie przeszkadzam? - zapytała zaniepokojonym głosem, klepiąc pościel koło siebie. - Bo jeśli tak, to...
-
Ależ skąd! - nogi same zaniosły go w jej stronę. Szedł jednak wolno i
niepewnie. Dotychczas wiele rozmawiali na gg, ale mieli okazję się
spotkać zaledwie parę razy. Ale przy niej zawsze od razu czuł się
lepiej. A było mu to potrzebne, gdy się poznali. W duchu dziękował
losowi za korek, w którym utkwił autobus, którym oboje jechali, za to,
że dało to możliwość nawiązania z nią kontaktu. Wczoraj na pożegnanie
ją pocałował. Trudno ukryć, że od tego czasu ciągle zajmowała jego
myśli i zakradała się do snów. A teraz jeden z nich zaczął się
ziszczać. Była tu, niezwykle pociągająca...
Powoli podszedł i stanął obok, niezdecydowany. Nie był w stanie jasno
myśleć. Nie przywykł do takich sytuacji, ale nie zamierzał zaprzepaścić
takiej okazji. Uśmiechnęła się, a on zachęcony przysiadł obok niej. Nie
mógł nawet na chwilę oderwać oczu. Szczególnie, że ona zdawała się
odwzajemniać równym zainteresowaniem. Odgarnęła mu włosy z twarzy.
- Ale są figlarne - zaśmiała się.
Jego ciało przeszła fala podniecenia, gdy dziewczyna zaczęła przesuwać
twarz w jego stronę, nie zastanawiał się nad niczym, tylko pochylił
się, by znaleźć ustami jego ust, poczuć ich miękkość, posmakować
słodkiego pocałunku, zaprawionego delikatną igraszką. Najpierw złączali
się powoli, ich języki ledwo się dotykały, z czasem łącząc się coraz
bardziej zdecydowanie. Czuł miękkość jej piersi, które unosiły się,
ocierając o niego w głębokich oddechach. Dotykali się, on trochę
niecierpliwie, ona zdecydowanie, choć bardzo delikatnie. Jej dłoń
spoczęła tuż pod jego pępkiem i zaczęła zjeżdżać coraz niżej i niżej...
I... To było cudowne, tak przyjemne, tak...
Miał
wrażenie, że podniecenie sięgnęło już zenitu, z trudem łapał oddech,
gorąco paliło całe jego ciało, a ona poruszała dłonią z rosnącą
szybkością i zdecydowaniem, jęki rozkoszy same wyrwały mu się z piersi,
to było niesamowite. To, co się z nim działo nie sposób opisać. Wnosił
się na nowe wyżyny odczuwania, gdzie emocje były tysiąc razy
spotęgowane... Zacisnął dłonie na kołdrze i zamknął oczy. Nie mógł
wytrzymać, nie mógł zapanować nad własnym ciałem, drżał, a rozkosz
rozlewała się błogo, uderzała przy każdym ruchu jej ręki... Tak...
Jeszcze... jeszcze... Nie słyszał siebie. Nic nie słyszał. Nie widział.
Tylko czuł. Jego ciało płonęło.
Ten pożar ogarnął
go teraz całkowicie, jego zmysły szalały. Pobudzenie, a zarazem
obezwładnienie...Był jak gejzer podniecenia, który właśnie wybuchł...
Oddychał ciężko, rozkosznie rozleniwiony. Była
wspaniała, namiętna...Przez jakiś czas trwali w milczeniu, po prostu
się pieszcząc.
- Myślisz - rozpięła guzik jego koszuli - że jestem ładna?
- Taa - wysapał. To, co się działo, było takie niesamowite, takie...
-
Kochanie... Czy chciałbyś... Teraz... ze mną...? - Nie czekała na
odpowiedź. Drugi guzik, następny... ubranie pod jej palcami zsunęło jej
się z ramion. Jak to się działo, że bez trudu odnajdywała najwrażliwsze
miejsca na jego skórze i samą pieszczotą wprowadzała w stan ekstazy.
Pozwolił odpiąć jej swój pasek. Wargami muskała jego klatkę piersiową,
aż ustami natrafiła na sutek. Possała go, a potem wróciła do całowania.
Drżał pod przyjemnie łaskoczącymi go opuszkami jej palców. Przy jej
pomocy oswobodził się elementów ubioru. Całkowicie się jej poddał.
Obserwował, jak centymetr po centymetrze odsłaniała swe ciało,
podciągając bluzkę do góry, aż w końcu odrzuciła ją na bok. Patrzyła na
niego hipnotyzującymi oczami, rozpinając stanik. Westchnął cicho, gdy i
ten poszybował za bluzką. Ujęła jego dłonie, pozwalając dokładnie
poznać kształt, poczuć jędrność... Niecierpliwie ściągnął z niej
spódniczkę i majtki. Pchnęła go na łóżko. Poczuł jej gorącą skórę kiedy
weszła na niego...
- To nie będzie bolało... - wymruczała.
Przyglądał jej się mętnym wzrokiem, aż tu... Świat w ciągu ułamka
sekundy nabrał niezwykłej ostrości. Coś jest nie tak. I wtedy błysnęło
ostrze. W odruchu szarpnął tułowiem w bok, wciąż trzymany przez nią
udami. Z rozprutej poduszki we wszystkie strony poleciały pierze.
Złapał ją za przegub błyskawicznym ruchem, wyćwiczonym przez grę w
bejsbol, czując jak czubek sztyletu zatrzymał się wbity parę milimetrów
w jego pierś. Odepchnął ją, poruszając gwałtownie całym ciałem, ale że
ona nadal oplatała go nogami, razem przeturlali się tak, że teraz on
znalazł się na niej.
- Tylko wykorzystałeś moją siostrę, a jak zaszła w ciąże, porzuciłeś ją
- syknęła, napierając na nóż.
- W ciążę...? - wychrypiał, odsuwając się. Oczy mu się rozszerzyły.
- To przez ciebie wyrzucili ją z domu, przez co... - szarpnął, ale ona
wciąż celowała w niego bronią i patrzyła z nienawiścią przez łzy.
-
Tyle opowiadała... o waszym pierwszy pocałunku... była tobą taka
zachwycona... - Biła wolną ręką, łydkami zatrzymując go przy sobie.
Próbował się cofnąć, wciąż zaciskając rękę na jej nadgarstku.
Drugą ręką powstrzymał jej pięść.
-
Wiedziałeś, że jestem jej siostrą? Mogłeś sobie wczoraj darować tę
bajeczkę o spadającej gwieździe... - Wbiła paznokcie w rękę, którą
zatrzymał jej pięść i z wzmożoną pod wpływem adrenaliny siłą, ponownie
próbowała wbić w niego sztylet. Czując ból, kierowany nagłym impulsem,
wykręcił jej rękę i popchnął.
Bryznęła krew. Mała
dłoń ześlizgnęła się z rączki sztyletu, za to on w panice złapał ją i
zaczął ciąć na ślepo. Ciemność zasłoniła świat. Ona nie przyszła tu dla
niego, tylko po niego. W pewnym momencie zamarł, zdając sobie sprawę,
że znieruchomiała pod nim. Nic nie widząc zaczął się cofać. Upadł na
ziemię, ale dalej, na czworakach, osuwał się, aż trafił na ścianę.
Osunął się po niej. W głowie mu się kręciło. Nawet nie zdawał sobie
sprawy z targających nim mdłości. Nie wiedział, kiedy przyszli jacyś
ludzie. Nic nie słyszał. Ledwo docierało do niego, co się działo.
***
- Gdzie byłeś? - spytał chłopiec.
- Na randce, braciszku. He he, sam niedługo nie będziesz mógł się odpędzić od dziewczyn
- Dlaczego?! - wizja dziewuch kłębiących się jak rój os, była przerażająca.
- Bo jesteś bardzo podobny do mnie - puścił oko tamten. Jak moja młodsza wersja.
Dzieciak się naburmuszył. Nie bardzo spodobało mu się stwierdzenie brata, ale ten tylko się zaśmiał.
-
Zdradzę ci mój sekret. Opowiadam jej o tym, jak mając dwanaście lat
wszedłem na dach domu, by podziwiać niebo. Ujrzałem wówczas spadającą
gwiazdę i wypowiedziałem życzenie. - Wyszczerzył zęby. - Mówię "teraz
się spełniło" i ją całuję. Zawsze działa.
- Zmyśliłeś to, no nie?
- A nawet jeśli, to co? Użyj tego kiedyś, a sam się przekonasz, że czasem warto pozmyślać.