Droga ku zakupowej szczęśliwoÅ›ci mija radoÅ›nie, przy skocznych dźwiÄ™kach miejscowego radia. Wjeżdżam z fasonem na hipermarketowy parking, a tam – pierwsza przeszkoda na sÅ‚onecznej drodze: brak miejsc gdzie można by samochód zostawić. To znaczy, miejsca teoretycznie sÄ…, ale by siÄ™ na nich co najwyżej motor zmieÅ›ciÅ‚. I tu nachodzi mnie pierwsza refleksja – dlaczego ludzie, którzy egzaminy na prawo jazdy majÄ… pozdawane, jak już przyjdzie do wykorzystania umiejÄ™tnoÅ›ci parkowania w praktyce, majÄ… w nosie wszystkie nabyte umiejÄ™tnoÅ›ci. Po co parkować na pojedynczym miejscu, skoro można od razu zająć dwa? Ma siÄ™ wtedy gwarancjÄ™, że żaden inny kierowca swojego wozu obok nie postawi, bo siÄ™ najzwyczajniej w Å›wiecie nie zmieÅ›ci. ZresztÄ…, to jego zmartwienie. Kto by siÄ™ tam bliźnim przejmowaÅ‚, niech siÄ™ bliźni sam sobÄ… przejmuje.
Jeżdżę zatem w kółko, tu i ówdzie zaglÄ…dajÄ…c – a nuż mi siÄ™ okazja trafi – i los siÄ™ do mnie uÅ›miecha. WidzÄ™, że ktoÅ› z parkingu wyjeżdża. Niesiona emocjami, podniecona, ruszam do ataku na zwolnione miejsce, Å‚ypiÄ…c podejrzliwie w prawo i w lewo, czy siÄ™ w pobliżu ktoÅ› na nie nie zasadza. Szczęściem wszÄ™dy pusto. WpakowujÄ™ siÄ™ wiÄ™c, z uÅ›miechem radosnym na gÄ™bie, na parking, po czym opuszczam pojazd, by zdobyć kolejny gadżet, w zakupowym szaleÅ„stwie niezbÄ™dny – wózek na dobra.
Wózki stoją sobie w równym rządku pod daszkiem i czekają tylko, aż ktoś im monetę do dziurki włoży, odepnie od reszty stada i w głąb sklepu ruszy. Tym kimś mam być ja. Ściskając w dłoni dwa złote zbliżam się z drżeniem serca ku pierwszemu rzędowi wózków. Wyciągam prawicę ku rączce najbliższej machiny jezdno-transportowej, gdy nagle mój sokoli wzrok zauważa, że na jej dnie pałętają się jakieś śmieci. Bliższa inspekcja wykazuje iż są to resztki starego paragonu i opakowanie po chrupkach. Śmietnik, gdzie mogłyby znaleźć się te odpady, stoi ze dwa kroki dalej. Z jakichś niewiadomych względów nie został jednak wykorzystany - śmieci trafiły do wózka. Może miały go ozdobić? Tego nie dowiem się nigdy, tak samo jak nie dane mi będzie rozwiązać zagadki Kuby Rozpruwacza. Nasz świat ma wiele niewyjaśnionych zagadek, które czynią go romantycznym i fascynującym miejscem. Właśnie stanęłam oko w oko z jedną z nich.
Udało się. Niepozorna, dwuzłotowa moneta zwolniła mechanizm zaczepu. Zdobyłam pierwsze 100 punktów do szczęścia konsumenta. Mosty zostały spalone. Jadę ze zdobyczą (wózkiem) prosto do sklepu. To znaczy, wydaje mi się że jadę, bo przednie kółka utknęły mi w koleinie. Nic to wszakże, bo zbliża się ku mnie jakiś gentleman i ratuje mnie z opresji. Jednym ruchem silnego, męskiego ramienia wciąga mi wózek na drogę i w dodatku uśmiecha się, całkiem ładnie i uprzejmie. Miły z niego chłop, bez dwóch zdań. I rycerski. A mówili, że ten gatunek już ze szczętem wyginął! Jak widać nie należy zawsze wierzyć w rewelacje głoszone przez uczonych.
ZostawiajÄ…c za sobÄ… miÅ‚ego nieznajomego prÄ™ dalej. Mijam drzwi wejÅ›ciowe i toalety i oto jestem w Å›rodku. Z gÅ‚oÅ›ników sÄ…czy siÄ™ muzyka, która ma spowodować, że zostanÄ™ w sklepie jak najdÅ‚użej. Nie jest źle, bo leci wÅ‚aÅ›nie „Se a Vida É” Pet shop boys’ów. PodrygujÄ…c rytmicznie kuprem zagłębiam siÄ™ we wnÄ™trze zakupowej Mekki. Przede mnÄ… ogromna pÅ‚aszczyzna wypeÅ‚niona półkami. Najbliżej wejÅ›cia – promocje. Rzucam siÄ™ tedy na ich spotkanie, by gospodarnym okiem wyÅ‚owić wÅ›ród nich to, co przyda siÄ™ w domu i w obejÅ›ciu. Na pierwszy ogieÅ„ idÄ… niezidentyfikowane substancje w malutkich sÅ‚oiczkach. Bliższa obserwacja potwierdza, że trafiÅ‚am na dania dla dzieci i niemowlaków. Znajome mamuÅ›ki, pojadajÄ…ce czasami resztki po swoich pociechach (bo szkoda, żeby siÄ™ papu zmarnowaÅ‚o), twierdzÄ…, że sÅ‚oikowane posiÅ‚ki dla pociech sÄ… bardzo smaczne. WierzÄ™ im na sÅ‚owo. Nie sÄ…dzÄ™ abym w najbliższym czasie miaÅ‚a okazjÄ™ spróbować tych specjałów. Już prÄ™dzej spożytkujÄ™ oliwkÄ™ do pielÄ™gnacji delikatnej skóry dziecka, na wÅ‚asnÄ…, pomarszczonÄ… już i zniszczonÄ… przez czas powÅ‚okÄ™ (wywÅ‚okÄ™?).
Skoro już udało mi się wleźć w
dział dziecięcy, przesuwam się w kierunku stoisk z zabawkami. W zasadzie,
połowę zalegających na półkach pluszaków mogłabym zabrać do domu. Tak samo z
lalkami Barbie. Do dziś je uwielbiam, ale muszę przyznać, że znacznie bardziej wole żywe,
ciepłe ciała od plastikowych. Nie mając jednak żadnego na podorędziu łażę sobie
między półkami i przyglądam się lalom. Od czasów mojej młodości bardzo zmienił
się ich dizajn . Szczególnie wyraźnie widać to na twarzach zabawkowych
piÄ™knoÅ›ci – jedna w drugÄ… wyglÄ…dajÄ… jak lica dam spod latarni. Ciężkie makijaże,
do tego jeszcze ubranka jak z seks shopu. Aż trudno uwierzyć ,że takie zabawki
kupuje się teraz dla małych dziewczynek. A może kukły są tak naprawdę przeznaczone dla dorosłych zboczuchów,
którzy podniecają się zaglądaniem pod ich spódniczki , wiedząc, że
znajdą tam gładkie, aseksualne płaszczyzny. Zresztą, o czym ja myślę? To nie
czas ani miejsce na takie bzdurne dumania. Zbieram siÄ™ w sobie i ruszam ku
wÅ‚aÅ›ciwemu celowi – na zakupy
żywnoÅ›ciowo – gospodarcze. Pierwsze kroki kierujÄ™ ku samoobsÅ‚ugowemu stoisku z
pieczywem. Prowadzi mnie zapach świeżo wypieczonych buł.
c.d.n (bo to dopiero poczÄ…tek sobotniej traumy)