A tutaj niczym Feniks z popiołów w 2005 muzycy się
zeszli i nagrali materiał na kolejny album pod szyldem
Sieges Even. O
ile jednak wszelkie "reuniony" kończą sie zazwyczaj klapą, o tyle
najnowsze dzieło Niemców to prawdziwe prog-rockowe monstrum!
"The Art Of Navigating by The Stars" jest dziełem niemalże absolutnym! Jest
to jeden 63-minutowy utwór podzielony na 8 części + intro. Jest to też
album zupełnie inny od poprzedników.
Sieges Even nigdy nie
miał szczęścia do wokalistów (przedtem było ich 3 na 5 albumach), a na
tym album albumie śpiewa niejaki Arso Menses... i ten nieznany nikomu
wokalista okazał się strzałem w dziesiątkę! Menses bowiem, ma bardzo
delikatny, bardzo dźwięczny głos, pozbawiony agresji, świetnie
frazujący, genialnie przechodzący poprzez tonacje, a co najważniejsze -
perfekcyjnie pasujący do muzyki! A ta jest pierwszej klasy! Sieges
Even gra bowiem bardzo technicznie, bardzo nonszalancko, ale nie tak
gęsto i popisowo jak na "Sophisticated". "The Art..." jest w gruncie
rzeczy albumem dużo prostszym w konstrukcji, idealnie zbalansowanym,
gdzie mocne , dudniące, jazzowe partie przeplatają się z delikatnymi,
przecudownymi akustycznymi partiami, stanowiąc świetnie przenikający
się kontrast. Naprawdę pięknym, bardzo przejmującym melodią towarzyszą
fenomenalne łamańce instrumentalne, ale całość zagrana bez pośpiechu...
W muzyce
Sieges even słychać dużo wpływów z Rush, odrobinę
Dream theater i King Crimson. Niemniej jednak, zespołowi udało się
stworzyć coś swojego, włożyć w muzykę serce, tchnąć życie w dosyć
bezduszny gatunek jakim jest techniczny progmetal. Płyta okraszona jest
mocarnym wręcz brzmieniem, gdzie każdy instrument brzmi potężnie, choć
ciężkich riffów jest tutaj jak na lekarstwo...
Sieges Even nie
dość, że powrócił w wielkim stylu, to nagrał najlepszy swój album,
niewiele technicznie ustępujący dokonaniom Dream Theater, równie piękny
co Riverside i Anathema "Judgement", spójny w każdym calu, praktycznie
bezbłędny i gdyby Nevermore nie nagrał jeszcze lepszego "This godless
endeavor" to "The Art..." byłoby bez dwóch zdań albumem roku!
Jest
to bowiem album, powinien się spodobać zarówno fanom Dream Theater,
Death, Anathema czy nawet Pink Floyd. Naprawdę wielki album!
Wydawca: Inside Out Records (2005)