Sadus, zespół technicznie doskonały, nie rozczarował chyba pod żadnym względem wiernych słuchaczy. Mocne, krzykliwe kompozycje w starym, dobrym stylu. Miażdżąca perkusja, doskonała gra DiGiorgio. Wokal Travisa również na odpowiednim poziomie, jak zwykle rykliwo-skrzeczliwy, co dodaje tylko klimatu płycie.
Ciekawie brzmi kawałek "No More", ładny wstęp i solówki, do tego porywający refren. W "Smackdown" znowu słyszymy mistrzostwo DiGiorgio. Steve solidnie się napracował - nie sposób tego przeoczyć. Pierwsze dźwięki "Lost It All" oraz gitara w refrenie to siódme niebo dla uszu. Ładne solówki mamy również w kawałku "Freedom".
Nie mniej dobrą robotę wykonała oczywiście pozostała dwójka. Travis momentami zaskakuje wokalem - w "In The Name Of ..." stuprocentowy "wydzieracz", w tytułowym "Out For Blood", w refrenie, już mniej krzykliwie, za to bardziej "mrocznie", w "Lost It All" nieco spokojniej. Zawsze jednak ta nieodzowna, chwytająca za serce chrypka.
Kawałek "Sick" należy niepodzielnie do Allena - szybka, mocna perkusja, prawdziwa bomba. Utrzymane równe tempo przez cały utwór, ten numer daje prawdziwego kopa. Ciekawy jest też "Down", bardzo melodyjna i rytmiczna kompozycja. Bardzo dobrze brzmi też ostatni utwór - "Crazy".
Na "Out For Blood" zmieniłabym jedno. Mianowicie - początek "Cursed" mógłby spokojnie posłużyć za intro na płycie, a ostatnie dźwięki stanowiłyby ciekawe zakończenie albumu. Nie ja jednak jestem tu specjalistką, to taka dygresja. Mogłoby być ciekawie...
"Out For Blood" słusznie uznawany jest przez wielu za najlepszą płytę ubiegłego roku.
Sadus, na całe szczęście, pozostał wierny sobie, na nowej płycie nie ma nowoczesnych udziwnień. Panowie grają w znanym wszystkim i ukochanym przez fanów stylu, co nie oznacza, że grają archaicznie. Nie podążają za modą i zmieniającymi się tendencjami. W wyniku tego mamy kolejną agresywną, wrzeszczącą perełkę w dorobku zespołu. Muzyczna uczta dla wiernych smakoszy.
Wydawca: Mascot Records (2006)