"
Masterpiece Of Bitterness", będący drugim albumem formacji przynosi
nam sporą porcję progresywnego
black metalu, z naciskiem na ten
pierwszy człon. Zespół porównywany jest często do Primordial oraz
Enslaved, ale gra muzykę o wiele bardziej rozbudowaną. I to
stwierdzenie niewiele mija się z prawdą. Osobiście od siebie dodam, że
dosyć wyraźne są tez wpływy takich zespołów jak Pelican czy Isis.
Na
omawianym wydawnictwie, dominują raczej średnie i wolne tempa,
nastawiające słuchacza raczej na odbiór emocjonalny. Właśnie w tych
momentach objawia się fascynacja slugde metalem i eksperymentalnym,
progresywnym metalem. W warstwie wokalnej też jest spore zróżnicowanie,
ale to raczej właśnie wokalizy oparte na delikatnym krzyku niż na
blackowym skrzeku są dominującą formą.
Co zaś się tyczy samych
kompozycji, to są bardzo rozbudowane - pięć z siedmiu utworów trwa
powyżej ośmiu minut, a dwa grubo powyżej dziesięciu. Miłym zaskoczeniem
jest też poziom instrumentalny - w szybszych partiach często dostajemy
to głowie całkiem przyjemnym przejściem i kaskadą dobrych riffów.
Sólstafir umiejętnie dawkuje emocje, nie robi gwałtownych zrywów, kiedy
trzeba gra prościej, kiedy indziej gra skomplikowanie.
"Masterpiece
Of Bitterness" jest prawdziwą perełką gatunku, oferującą granie jakiego
jeszcze nie było. Nie jest to muzyka łatwa w odbiorze, czy chwytliwa,
która łatwo zapada w pamięć, ale na pewno jest to dzieło, którym można
się delektować i które wypadałoby usłyszeć.
Wydawca: Spikefarm Records (2005)