…i nie mowa tu o zakąskach do wódki. Jako dzieciak byłam bardzo ciekawa, co powiedziały moje zwierzaki w wigilijną noc. Dziś nie chciałabym tego słyszeć. Uszy by zwiędły.
„Hity” sprzedaży przedświątecznej: - Rybka do kieliszka. („No, żeby Cię w zimnej komórce zamknęli na resztę życia, debilu!”) - Chomik dla rocznego dziecięcia. („Może lepiej gumową piszczałkę jak dla psa, bo później będzie, że się chomik na dziecko rzucił.”) - Trzeci królik dla czwórki dzieci, bo dwa poprzednie zostały „zagłaskane”. („Dzieci przywiązać do kaloryfera albo kupić pluszaka – jak już zaczną go sobie wyrywać, nie zauważą różnicy.”) - Stulitrowe akwarium ze sprzętem, roślinami, wodą i rybkami oczywiście do kupienia od ręki. („Zapakować czy zmieści Pani w torebkę? Tak, trzeba podmieniać wodę, czyścić sprzęt i karmić rybki.”)
Ludzie, którzy decydują się na zakup jakiegokolwiek zwierzęcia powinni przechodzić testy psychologiczne – takie same, jak przed wydaniem pozwolenia na broń. Ja bym tych testów nie zdała – mam mordercze zapędy w stosunku do takich „klientów”. Wystrzelałabym na miejscu. O poświątecznych zwrotach, ”…bo papużka ma „nie taki” kolor” nie wspomnę.
Zasada jest prosta: jaki jest Twój stosunek do zwierząt, takim jesteś człowiekiem.
„Bo ludzi do klatki za karę się wsadza I rzecz to bardzo, bardzo przedziwna, Że uwięzione w klatce zwierzęta Człowiek tak kocha i tak podziwia.
I jeszcze ci powiem, że wolałbym umrzeć Niż patrzeć na niebo przez kraty, Bo wolność jest dla mnie jak niebo dla ptaka Zamknięty w klatce jest martwy.”