W moich oczach "
Power Windows" to najbardziej
przebojowy i chwytliwy album grupy, na którym zachowane zostały jeszcze
elementy rocka progresywnego. Słychać, że Kanadyjczycy ulegają powoli
fascynacji poprockiem lat 80-tych, ale skłaniają się do prostego grania.
Bas Geddy’ego Lee szaleje tu, ale partie Neila Pearta i Alexa
Lifesona zostały mocno uproszczone. Nie zmienia to faktu, że
Rush
trzyma poziom i nawet w tym bardziej piosenkowym wydaniu wypada dobrze.
Płyta jest mocno przesączona elektroniką, ale akurat w tym wypadku
musze uznać to za atut, gdyż dzięki temu jest w tej muzyce więcej
przestrzeni. Rozczaruje się natomiast ten, kto szuka tu progresywnych
molochów czy mocno połamanego grania. Trio nieśmiale akcentuje swoje
umiejętności nie narzucając się słuchaczowi.
"
Power Windows" to
płyta dobra, choć nie dorównująca krążkom z drugiej połowy lat
70-tych.
Rush doskonale znalazł granicę pomiędzy graniem dla mas, a
dobrym progrockem. Płyty słucha się przyjemnie - możliwe nawet, że jest
to najprzyjemniejsza w odbiorze płyta zespołu.
Tracklista:
01. The Big Money
02. Grand Designs
03. Manhattan Project
04. Marathon
05. Territories
06. Middletown Dreams
07. Emotion Detector
08. Mystic Rhythms
Wydawca: Mercury Records (1985)